Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Oto jego zasady:
  1. Wykonać próbkę najszybciej, jak to możliwe.
     
  2. Zrozumieć, kim jest klient docelowy i na tej podstawie dobrać terminologię. Przykładowo, jeśli tłumacz mieszkający w Moskwie otrzyma od belgijskiego biura próbkę, która zawiera dokumentację techniczną Yamahy powinien się udać do lokalnego (w tym przypadku - moskiewskiego) przedstawiciela firmy, dystrybutora, dealera, odwiedzić biuro lub salon i zebrać jak najwięcej materiałów źródłowych. Moje motto brzmi: najlepsze tłumaczenie (z punktu widzenia klienta) to takie, które zawiera błędy terminologiczne, do których klient jest już przyzwyczajony ;))). To jest oczywiście żart, ale tylko po części, bo odnosi się do smutnej rzeczywistości. Zazwyczaj weryfikacją próbek zajmuje się biuro klienta. Niech zatem oceniający zobaczy w przekładzie to, co chce tam zobaczyć.
     
  3. Tłumaczenie powinien przejrzeć kolega specjalizujący się w próbkach (tylko niech to będzie przyjaciel!). Warto w ten sposób współpracować nie tylko przy jednym zleceniu, co będzie obustronnie korzystne. Dzięki temu można uniknąć typowych pomyłek, takich jak pominięcia etc.
     
  4. Następnie, tłumaczenie powinien przeczytać lokalny ekspert w danej dziedzinie —inżynier, marketing manager etc. Łatwo znaleźć taką osobę za pośrednictwem Internetu. Oczywiście, należy jej zapłacić —taka wiedza może być potrzebna w przyszłości, po uzyskaniu zlecenia.
     
  5. Później sprawdzam jeszcze ostatecznie tekst przy pomocy interface’u utrzymywania bazy danych DejaVu (narzędzie stworzone do zestawiania pliku źródłowego i docelowego) — jest to właściwie tabela, która umożliwia zestawienie poszczególnych zdań tekstu docelowego z odpowiadającymi im zdaniami oryginału.

Dopiero tak przygotowane tłumaczenie jest gotowe do przekazania biuru lub klientowi.

Moje wyniki za rok 2002, trzeci rok w praktyce tłumaczeniowej, potwierdzają skuteczność takiego podejścia do próbek. Łącznie, dzięki zleceniom od wyżej podanych klientów i kilku innych, przetłumaczyłem około 750 000 słów z języka źródłowego (angielski). W wielu przypadkach uzyskałem tych klientów dzięki próbkom. Oczywiście nigdy nie poradziłbym sobie bez Wordfasta, ulubionego narzędzia tłumaczeniowego, który, w przeciwieństwie do Tradosa, nie zawiesza mojego komputera.