Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Internetowe cudo - czyje to dzieło?

,,Oczywiście nie ma sensu bawić się z jakością, ani jeśli chodzi o termin, ani w celu zdyskredytowania naszej firmy" mówi Interface Pharmaceuticals, francuski eksporter z Frethun przy Kanale. Kiedy amerykański uczestnik FLEFO, zagranicznego forum na stronie Compuserve, zauważył stronę firmy http://ourworld.compuserve.com/homepages/JC_Fournier, wściekł się na sposób tworzenia tekstów na tej stronie. MT (machine translation – tłumaczenie wspomagane komputerowo) było nierozważnie używane, dopóki amerykański konsultant, L. Chris Miller nie przypomniał uczestnikom, że programy komputerowe często zawierają złą pisownię, co jest jedną z wad strony.

Dzwoniący na numer podany na stronie zgłaszali sprzeczne wnioski. ,,Tekst został wyprodukowany przez rodowitego Anglika!” mówiła pierwsza osoba, która kazała nam zadzwonić za tydzień po szczegółowe informacje. M. Fouriez z Interface w końcu się poddał, wyznał: stronę stworzyli studenci z lokalnej szkoły biznesowej. Choć Onionskin chciał doedukować winowajców – albo przynajmniej zebrać jakieś szczegóły dotyczące projektu i sprawdzić, co poszło nie tak – mimo telefonów do potencjalnych szkół w regionie Pas-de-Calais, nie udało się wytropić winowajców.

Wynika z tego, że chociaż studenci nie biorą dużo za tłumaczenie, zabawa z jakością jest zbyt niebezpieczna dla firmy z międzynarodowymi ambicjami.