Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Odnalezione powołanie

Danilo Nogueira

tłum. Kinga Adamiec

Źródło: www.accurapid.com

 
 
Urodziłem się w grudniu 1942 roku w São Paulo w Brazylii, w rodzinie należącej do niższej klasy średniej, z akcentem na niższą. Mieszkaliśmy w zrujnowanym domu mojego dziadka, w którym roiło się od szczurów. W sąsiedztwie zamieszkiwali ludzie o włoskich korzeniach, mimo iż moja rodzina pochodziła z Portugalii i Hiszpanii.

W tamtych czasach szło się do szkoły w wieku 7 lat i w lutym 1950 roku rozpocząłem naukę w prywatnej szkole, która mimo że nie była luksusowa, i tak należała do bardziej kosztownych, zwłaszcza w tamtych okolicznościach. Trzy lata później przeprowadziliśmy się do lepszego domu w innej części miasta i rozpocząłem karierę w szkolnictwie publicznym. Wtedy publiczne escolas primárias, czyli klasy od pierwszej do czwartej, cechował bardzo zły poziom i odczuwałem dalszy spadek jakości nauczania. Ale od następnego roku byłem już w ginásio, a ginásio estadual w tamtych czasach stanowiło coś szczególnego. Funkcjonowało ich niewiele, przyjmowano tam tylko tych, którzy zdali bardzo trudny egzamin wstępny (dostawała się jedna osoba na trzy), a potencjalni nauczyciele również byli egzaminowani.

Było to jednak wspaniałe miejsce. Brakowało budynków szkolnych i GET (Ginásio Estadual do Tatuapé, obecnie Instituto de Educação "Professor Ascendino Reis") funkcjonujące jako szkoła wieczorowa, korzystało z budynków, w których w ciągu dnia mieściła się grupo escolar, czyli szkoła podstawowa.

Wśród uczniów było wielu starszych. W tamtych czasach rzucało się szkołę w wieku jedenastu lat i wracało do niej mając piętnaście. Jedna z moich szkolnych koleżanek miała osiemnaście lat, co w mojej ówczesnej ocenie kwalifikowało ją jako starszą panią. Wielu uczniów było za wysokich do szkolnych ławek. To w szczególności biedni ludzie musieli walczyć o miejsce w szkole publicznej, ponieważ nawet najtańsza szkoła prywatna była poza ich zasięgiem.

Wielu z nich pracowało w ciągu dnia.

Ale ogólny poziom był bardzo wysoki. W tamtych czasach szkoły można było podzielić na trzy grupy: było wiele bardzo słabych szkół prywatnych, kilka dobrych publicznych i niewiele doskonałych prywatnych. Innymi słowy, to szkoły publiczne gwarantowały jakość nauczania.

Spędziłem dziewięć niezwykłych lat w szkole średniej, podczas których dwa razy nie zdałem, co wymaga dalszego wyjaśnienia. Wtedy nie istniało doradztwo zawodowe, a moi rodzice po prostu chcieli dla mnie jak najlepiej. Więc kiedy skończyłem gimnazjum (ginásio), rozpocząłem naukę w prawdopodobnie najlepszej szkole średniej, w której nacisk kładziono na naukę przedmiotów ścisłych (científico). Jednak była to wielka pomyłka i do dziś reguła trzech pozostaje dla mnie tajemnicą. Męczyłem się więc dopóki nie zostałem wyrzucony, jak każdy, kto nie zdał zbyt wiele razy. Wśród setek bystrych, pracowitych chłopców, chętnych do podjęcia nauki w bezpłatnej szkole, nie było miejsca dla kogoś takiego jak ja.

Zasłużyłem na moje złe stopnie. Nie wiedziałem nic i zupełnie się tym nie przejmowałem.

Chciałem tylko uczyć się angielskiego, rozmawiać z kolegami i grać na akordeonie. Zupełnie nie miałem pojęcia, jak pokierować swoim życiem.