Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Niewidzialny zdrajca

Claudia Moreira

tłum. Emilia Obroślak

Źródło:

 

Słynne włoskie powiedzenie głosi: „traduttore, traditore" - „tłumacz - zdrajca", zakładając, że ten podstępny gatunek jest z natury niezdolny do dochowania wierności tekstowi oryginalnemu.

Dla większości ludzi dobry przekład to taki, który w niczym nie przypomina tłumaczenia. Innymi słowy, tłumacz powinien być niewidoczny, a jego zadanie ograniczać się do przekazania znaczenia oryginału piórem lekkim i naturalnym.

To powszechne wyobrażenie nasunęło pytania leżące u podstaw tego artykułu. Czy rzeczywiście wszyscy jesteśmy czającymi się zdrajcami, którzy muszą pozostać niewidzialni, aby ich dzieło było przynajmniej akceptowane? Skąd bierze się takie powszechne przekonanie i jaki wpływ ma ono na nasz zawód?

Zacznijmy od powiedzenia „tłumacz -zdrajca". Osoby potrafiące czytać teksty bądź oglądać filmy w oryginalnym języku prawie zawsze narzekają na jakość tłumaczenia książek i napisów. Kto z nas nie słyszał tych pomruków w kinie: "Ale on (bohater) powiedział co innego: tłumacz jest do bani".

Większość osób głoszących tego typu komentarze jest nieświadoma trudności wpisanych w proces tłumaczenia filmów.

Oprócz zrozumienia wszystkich dialogów i posiadania gruntownej wiedzy o kraju, w którym rozgrywa się akcja, oraz jego kulturze, tłumacz przygotowujący napisy do filmu musi zmieścić się w limicie czasowym danej sceny. Ponieważ napisy nie mogą „przeciekać" do następnej sceny, widz musi zdążyć przeczytać całą przetłumaczoną kwestię.

Oczywiście laicka widownia ma czasami rację. Zdarzają się przecież tłumaczenia filmów po prostu słabe - idealni kandydaci do konkursu na najlepsze błędy i gafy... Jednak tłumacze filmów - w tym także ci pracujący dla telewizji i wideo, chociaż z niewielkimi różnicami - są zmuszeni ciąć dość drastycznie wypowiedzi postaci, ograniczając się do oddania ich sensu.

W wyniku tego tłumaczenie filmowe - czy to w postaci dubbingu, czy napisów - jest o wiele bardziej adaptacją niż zwykłą transkrypcją na język docelowy.

Ponieważ większość osób wyobraża sobie proces tłumaczenia jako proste zastępowanie słów jednego języka słowami drugiego, przywykliśmy jako tłumacze do komentarzy, które z reguły zaniżają wartość naszej pracy.

Gdyby przekład był rzeczywiście tak prostym zadaniem, już dawno wykonywałyby go programy komputerowe; tymczasem jest wyczerpującą, często do granic, pracą umysłową.

Komu z nas nie przytrafiło się, że jakiś przyjaciel lub członek rodziny wpada od czasu do czasu z instrukcją obsługi jakiegoś urządzenia elektronicznego czy innego i zapytaniem, czy „nie mógłbyś zrobić szybkiego tłumaczenia"?