Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

… z tego niezrozumiałego, prawniczego bełkotu

Nie róbcie tego, proszę! Nie wińcie oryginału. To nie jest dobry sposób na rozwiązanie problemu. Dokument, który tłumaczycie może być bardzo źle napisany, jak wiele innych, ale praca z kiepskim oryginałem jest częścią tej gry i zawsze nią będzie. A wy musicie nauczyć się to lubić. Naprawdę. Jedną z przyjemności związanych z tłumaczeniem jest uporanie się z tekstami pełnymi błędów, rzeźbienie znaczenia niespójnego lub niepoprawnie sformułowanego tekstu oraz budowanie całkiem dobrego tłumaczenia z tego, co udaje wam się ustalić. I nie ogranicza się to wyłącznie do tłumaczeń technicznych. Uwierzcie mi, że nawet tłumacze literaccy muszą nauczyć się z tym żyć. Przekonacie się jak bardzo źle został napisany tekst, kiedy będziecie musieli go przetłumaczyć. Tylko naiwni myślą, że teksty literackie są dobrze napisane.

Jednak czy lubicie to, czy nie, musicie być profesjonalnie przygotowani, by radzić sobie ze źle napisanymi tekstami. Każde zajęcia, które szkolą tłumaczy w celu przekładania tylko tego, co jest dobrze napisane, nie są nic warte. Po prostu życie wygląda inaczej.

Jedną z trudności, przed którymi stają tłumacze, jest to, że starają się oni zrozumieć teksty, zwracając uwagę na gramatykę oraz mając w ręku słownik. Nawet „dobrzy” autorzy często łamią zasady gramatyki i używają słów, nawet tych popularnych, których nie ma w żadnym słowniku. Będziecie musieli pojąć tekst poprzez dokładne rozważenie tego, co oznacza w całości, w przeciwieństwie do znaczenia pojedynczych słów. I często będziecie musieli poprawiać strukturę zarówno całego tekstu, jak i jego poszczególnych części, aby wszystko współgrało.

Jednymi z najważniejszych procesów w tłumaczeniu są tworzenie, analizowanie oraz poprawianie zakładanego znaczenia oryginału. Zajmuje to dużo więcej czasu niż po prostu sprawdzenie słów w słowniku – w innym razie tłumacz nie różniłby się od Babelfish.

Kolejne interludium: pochwała specyficznych wyrażeń i ich tłumaczenia

Teraz moja znajoma zapewne męczy się z tłumaczeniem swojego pierwszego prawniczego tekstu. Język prawniczy nie zawsze jest przyjemny, ale również rzadko się zdarza, żeby nic nie znaczył. (Nie wszystko, czego nie możecie zrozumieć, nie ma znaczenia – powinna być to Lekcja nr 1 każdego podręcznika dla tłumaczy.) Wręcz przeciwnie, często jest bardzo znaczący i precyzyjny. Prawnicy piszą przede wszystkim poprzez łączenie grup wyrażeń języka prawniczego, których znaczenie jest zarówno sprecyzowane, jak i dobrze znane ekspertom. Tu i ówdzie używa się fragmentów wypełniających tekst, aby zapewnić jego spójność, i ważną częścią naszej pracy jest przekład tych wypełniaczy w momentach, w których rzeczywiście mają one jakieś znaczenie. Większość z nich ma i musi być przetłumaczona na coś równie znaczącego.

Od niektórych przedstawicieli wolnych zawodów – najlepszym przykładem mogą być rewidenci – wymaga się używania specyficznego języka, przypisanego przez odpowiadające im organizacje czy władze. Zgadzam się, że to ogranicza kreatywność, i jeśli szukacie kreatywnej twórczości, nie czytajcie raportów z audytów. Z drugiej strony, ten sposób pisania dodaje tekstowi precyzji, ponieważ specyficzne wyrażenia techniczne są ściśle określone albo przez tradycję, albo, w przypadku rewidentów, przez publikacje, w których dokładnie jest ustalone, kiedy można lub należy użyć danych słów i zwrotów. Gdy rewidenci nie użyją odpowiedniego słownictwa, by opisać daną sytuację, będzie wielki problem.

I wreszcie specyficzne wyrażenie prawniczego języka źródłowego należy przetłumaczyć na specyficzne wyrażenie języka docelowego. Na przykład najlepsze możliwe brazylijskie tłumaczenie raportu z audytu autorstwa amerykańskiego rewidenta musi być zgodne z zasadami określonymi przez brazylijski instytut rewidentów. W przeciwnym razie tłumaczenie będzie się „śmiesznie” czytać. Dlatego też dokładne dopasowanie specyficznego wyrażenia w języku docelowym jest jednym z głównych zadań tłumacza technicznego.