Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Bądź co bądź, jesteśmy bardzo specyficzną grupą ludzi i ci, którzy chcieliby wstąpić na nasze miejsce, musieliby nieuchronnie stać się tacy sami jak my.

Czas teraz na rozważenie tych najtrudniejszych pytań, które pomijałam aż do teraz. Jestem oczywiście absolutnie świadoma tego, że na obecną chwilę nie wszyscy tłumacze podzielają moje poglądy czy nawet żywią jakąkolwiek chęć przyłączenia się do takiego strajku.

Wiem także, że wielu tłumaczy już na tyle długo pracuje w funkcji pośrednika i tak bardzo przyzwyczajonych jest do zawodowej abnegacji własnej osoby, że dla nich jakiekolwiek wezwanie do aktywizmu jawi się jako wielce niestosowne.

Inni tłumacze, pracujący bezpośrednio dla rządu czy wojska, są przekonani o tym, że ich pracodawcy nigdy nie będą tolerować inicjatyw podobnych tej, którą opisałam.

Jeszcze inni natomiast pracują w krajach, w których prawo do strajku jakichkolwiek obywateli, a co dopiero pracowników rządowych, nie jest przyznawane. A zatem to, co dla nas wydaje się być niewinne i powodowane dobrą wolą, innych może doprowadzić do więzienia czy nawet (jeśli już operujemy fikcją) do stracenia.

Pomimo to wierzę, że jeśli będziemy działać bez pośpiechu, to znajdziemy rozwiązanie dla wszystkich tych przypadków.

Pozytywną stroną medalu jest to, że tłumacze ustni i pisemni nie są ograniczeni narodowościami już z samej natury ich pracy. Dzielimy wspólne sieci międzynarodowych kontaktów, grup zawodowych i publikacji.

Mamy możliwości, dzięki którym możemy szeroko rozsiewać informacje o naszych zamiarach. Nasza grupa jest w zasadzie niewielka, co ma zarówno swoje plusy, jak i minusy.

Można by też twierdzić, że przedsiębiorstwa i rządy znalazłyby za nas zastępców pośród lingwistycznych szkół i uniwersytetów.

Możemy temu zapobiegać, poszerzając nasze szeregi przede wszystkim do wszystkich językowych fachowców, łącznie z nauczycielami. Być może warto byłoby nazwę naszej organizacji zmienić na „Pierwszy Światowy Strajk Tłumaczy Ustnych i Pisemnych oraz Specjalistów od Języka i Terminologii".

A może pozwólmy rządom robić swoje i kształcić językoznawców- może całkiem ciekawe byłoby obserwować, czy rzeczywiście będą potrafili tłumaczyć.

W tym momencie moja fantazja- o ile to wszystko tylko fantazja- już się kończy. Jestem przekonany, że powinno się znaleźć jakieś rozwiązanie, dzięki któremu tłumacze mogliby cieszyć się większym uznaniem, niż ma to miejsce obecnie.

W bardzo życiowym sensie tłumacze są prawdziwymi arystokratami, znawcami, koneserami wielu rzeczywistości, co może potwierdzić każdy, komu kiedykolwiek zdarzyło się przysiąść do ich stolika.

W świecie coraz bardziej wysublimowanym i wielokulturowym, w przeciwieństwie do bogatych próżniaków, biznesmenów czy naukowców, tłumacze są prawdziwymi dekanterami różnorodnych rzeczywistości potrafiącymi dostrzec między nimi delikatne różnice.