Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Możliwe, że już posiadamy jakąś część tych niezbędnych sił; wystarczy je tylko zademonstrować i ukazać w świetle świadomości publicznej i naszej własnej.

Bez wątpienia pierwsze opinie drwiąco wyrażałyby się o naszych staraniach, sugerując, że są one skazane na porażkę.

Większość ludzi na świecie nie postrzega bowiem tłumacza jako osoby szczególnie istotnej na tle innych zawodów; panuje raczej przekonanie, że każdego tłumacza można zastąpić innym tłumaczem bądź też maszyną.

I to właśnie na tym obszarze powinniśmy skupiać nasze prace organizacyjne i badawcze, aby przygotować dobrą odpowiedź na takie zarzuty.

Pierwsze kroki do realizacji naszych wymagań wyobrażam sobie zatem jako długotrwałą dyskusję, organizację, koordynację międzynarodową i „świadome jednoczenie" w naszym gronie, przy jednoczesnej kampanii publicznej, tak aby media i opinia publiczna były świadome naszych zamiarów i postępów.

Jednym z głównych celów tych dyskusji i czynności organizacyjnych byłoby dostarczenie innym i nam samym właściwej odpowiedzi na nasze ostatnie pytanie: co by się stało, gdyby strajk tłumaczy naprawdę miał miejsce? Realna odpowiedź na to pytanie powinna być z góry przygotowana.

W tym miejscu gotowy jestem stwierdzić na płaszczyźnie teoretycznej, pozostawiając kluczowe pytania na sam koniec, że jeśli powiodłoby nam się w fazie dyskusji i organizacji, jeśli naprawdę udałoby się namówić tłumaczy ustnych i pisemnych ze wszystkich dziedzin i krajów do wspólnego strajkowania, to rezultaty byłyby co najmniej zdumiewające.

Biznes, komunikacja, stosunki międzynarodowe, nauka, wojsko, działalność szpiegowska, biura patentowe, międzynarodowe wnioski o pracę czy rozwód- wszystko to bezradnie stanęłoby w miejscu. Cały świat- nie wyłączając nas samych- byłby zdumiony potężną władzą znajdującą się w naszych rękach.

Pewnie teraz zadajecie sobie pytanie, jak świat zareagowałby na taki strajk? Czy rządy wszystkich krajów nie pospieszyłyby po prostu na poszukiwanie innych osób, które mogłyby zająć nasze miejsce, pozostawiając nas na marginesie, bez pracy?

Odpowiedź na to pytanie zależałaby od efektywności, z jaką działaliśmy we wcześniejszych fazach upubliczniania naszych żądań.

Jeśli wtedy wykonalibyśmy dobrze naszą pracę, być może wcale nie musielibyśmy zaczynać strajku. Mogłoby udać się przekonać światowe rządy i przedsiębiorstwa o naszej niewątpliwej wartości bez potrzeby działań większego kalibru.

Musielibyśmy mocno podkreślić specjalistyczną naturę naszej pracy i przekonać opinię publiczną, że znalezienie za nas zastępstwa byłoby znacznie trudniejsze, niż się to wszystkim wydaje.

Nasza praca to więcej niż tylko zamienianie miejscami słów i wyrażeń; to nieustanne kształtowanie i przekładanie całych rzeczywistości pomiędzy narodami.

A nawet jeśli nasze wysiłki poszłyby na marne, jeśli nasz strajk poniósłby porażkę, to i tak mielibyśmy satysfakcję ze świadomości, że kiedy my staliśmy na granicy bezrobocia, to osoby nas zastępujące prędzej czy później też zaczęły postrzegać swą pracę podobnie jak my i wyrażać te same żądania i bolączki.