Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

W żadnym z krajów jednak, nawet w tych, w których przekład jest czymś bardziej powszednim, umiejętności tłumaczenia nie uważa się za zupełnie normalną.

Bądź co bądź, my, tłumacze, potrafimy posługiwać się dwoma lub więcej językami i do pewnego stopnia żyć w dwóch kulturach, przez co często mamy także podwójną lojalność. A w świecie pojedynczych lojalności, pojedynczych narodowości i pojedynczych wyborów kulturowych owa „podwójność" odróżnia nas od innych i czyni potencjalnie groźnymi.

Oczywiście zdajemy sobie z tego faktu sprawę i robimy, co w naszej mocy, aby udowodnić naszą lojalność wobec krajów i firm, które nas zatrudniają.

Jeśli jednak szukamy wspólnego mianownika jednoczącego nas w danym przedsięwzięciu, to z pewnością warto rozważyć wymieniony czynnik.

Bez względu na kraj, pochodzenie i lojalność każdego z nas, jest to coś wspólnego nam wszystkim. Mamy możliwość patrzeć z perspektywy dwóch lub więcej kulturowych kontekstów i tłumaczyć jeden za pomocą drugiego, a nierzadko także na odwrót.

W świecie pojedynczych lojalności taka umiejętność jest przydatna, ale też dziwna. Jest czymś, co piętnuje nas jako nudnych, fanatycznych próżniaków i potencjalnie odcinających się samotników.

Taka cecha jest tym bardziej niezwykła w naszym świecie, w którym przynajmniej niektóre ideologiczne i narodowościowe różnice powoli coraz bardziej się zacierają, mieszają, może trochę rozluźniają.

Przypuśćmy, że część z międzynarodowej retoryki, która dochodzi do naszych uszu, jest prawdziwa i wyobraźmy sobie, że faktycznie zmierzamy ku bardziej otwartemu, wielokulturowemu światu.

Kim się zatem stajemy? Czy to nie my przede wszystkim nosimy znamię takich zmian? Czy istnieje prawdopodobieństwo, że okaże się, iż to my jesteśmy pionierami i bohaterami?

Jeśliby poszerzyć definicję wolności do wymiaru znajomości więcej niż jednej kultury, czy nie plasowalibyśmy się wtedy wyżej w hierarchii wolności? I czy to wszystko to tylko fikcja czy może idea warta rozważenia?

Tak wygląda moja częściowa odpowiedź na pytanie: kim jesteśmy?

A teraz drugie pytanie: czego oczekujemy? Jeśli udałoby się nam nakłonić każdego tłumacza na świecie do udziału w strajku, to jakie postawilibyśmy żądania w zamian za powrót do pracy?

Czy zadowolilibyśmy się tradycyjnymi już wymaganiami poprawy płac i warunków pracy? A może dorzucilibyśmy kilka biurokratycznych zastrzeżeń co do maksymalnej przetłumaczonej liczby słów na godzinę?

Wyrazilibyśmy luddystyczną konsternację z faktu pojawienia się komputerów w naszej przestrzeni czy przypuścilibyśmy atak na filozoficzny i edukacyjny poziom w świecie, który ciągle nie dostrzega prawdziwie interaktywnej relacji pomiędzy językiem a rzeczywistością?