Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Ekonomia tłumaczenia

Danilo Nogueira

tłum. Anna Węglarz

Źródło: www.accurapid.com
 
 

 

Tłumacze, jak wszyscy, może z wyjątkiem mnichów czy włóczęgów, chcieliby zarabiać trochę więcej i jednocześnie mniej pracować. To nic złego. Mimo to, wielu z nas próbuje usprawiedliwiać marzenia o lepszym statusie materialnym, twierdząc, że dostajemy mniej pieniędzy niż nam się należy, czy też mniej niż dostają inni fachowcy. Na poparcie tych usprawiedliwień niektórzy porównują swoje zarobki z zarobkami innych ludzi, przeważnie dwujęzycznych sekretarek, hydraulików czy śmieciarzy. To kwestia etyki: chcemy pokazać, że jesteśmy miłymi ludźmi oszukanymi przez społeczeństwo, a nie chciwymi świniami. Do tego najczęściej porównujemy nasze wynagrodzenie z płacą pracowników niższego szczebla.

Nie staraj się być „sympatycznym facetem”

Uczciwa cena to taka, jaką uzgodni doświadczony sprzedawca z doświadczonym kupującym. Mnie to akurat nie obchodzi. Nie staram się o opinię Pana Sympatycznego (uważanie się za lepszego od sekretarki zdecydowanie nie jest sympatyczne). Chcę jedynie lepszego standardu życia. Nie interesuje mnie, ile pracują i zarabiają sekretarka czy śmieciarz. Nawet gdyby udowodniono poprzez obiektywne i niezaprzeczalne wykresy, że tłumacz zarabia dziesięć razy więcej niż sekretarka, pracując znacznie mniej, nie miałoby to żadnego znaczenia. I tak chciałbym pracować mniej za większe pieniądze. Mam mnóstwo wciąż nie przeczytanych książek, opuściłem wiele koncertów, no i te wakacje na Tahiti itd.

Dyskusja na temat sekretarek, śmieciarzy i hydraulików (czy o studiach naszych dzieci) prowadzi donikąd i nie zamierzam się w nią wdawać. Nikt nie zapłaci ci więcej dlatego, że zarabiasz mniej niż ktoś inny. Bo niby dlaczego? Z jakiego powodu miałbyś zarabiać więcej niż hydraulik? Bo nie pchasz rąk nie wiadomo gdzie? Nie bądź takim elitarnym burżujem. Prawdę mówiąc, nie wziąłbym się za robotę hydraulika, nawet gdyby zapłacili mi dwa razy więcej niż zarabiam teraz.

Mit konkretnej ceny…

Ogólne zamieszanie w dyskusji na temat wyceny tłumaczeń podsyca jeszcze założenie, że istnieje konkretne cena za nasze usługi. Oblicza się ją, wziąwszy pod uwagę nasze koszty oraz konkretną marżę zysku.

Każdy, kto zna się na kalkulacji kosztów, powie, że istnieje kilka przyjętych sposobów, by to zrobić, a te z kolei dają różne rezultaty. Niektóre z nich są uznawane przez urząd skarbowy, inne nie. Nie oznacza to jednak, że te drugie muszą być gorsze od pozostałych; urząd nie uznaje ich, ponieważ np. obliczona w ten sposób kwota należna fiskusowi jest niższa.

Ponadto, dane sposoby obliczania kosztów nie są akceptowane we wszystkich krajach. Oznacza to, że „koszt rzeczywisty” obliczony według zasad uznawanych w kraju A może być zupełnie nie do przyjęcia według zasad obowiązujących w kraju B i na odwrót.

… mit konkretnego sposobu naliczania kosztów…

Różnice pojawiają się zazwyczaj przy naliczaniu kosztów pośrednich do naszych usług.