Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Druga strona ceny

Tłumaczenie całego tekstu w Wordzie za $9 USN jest rzecz jasna dużo lepszą opcją niż tłumaczenie prezentacji w PowerPoincie za $15 USN. Ktoś, kto odrzuci pierwszą opcję, gdyż nie interesują go oferty jednocyfrowe a przyjmie drugą, bo stawka jest „ponad przeciętną” może sobie bardzo zaszkodzić takim błędnym myśleniem.

Szybka robota i jej druga strona

Czas na wykonanie zlecenia wycenić jest łatwiej. Klient, któremu się spieszy, zazwyczaj gotów jest zapłacić premię. Problem tylko, czym właściwie jest taki tryb przyspieszony. Każda definicja będzie tu równie dobra. Na pewno nie zależy to od wielkości zlecenia i czasu jego wykonania.

Cztery tysiące słów na jutro mogą oznaczać bezsenną noc, jeśli masz akurat pełne ręce roboty, ale też pierwszą dobrze przespaną noc w ciągu tygodnia, jeśli ostatnio niewiele się działo. A jeśli jesteś osobą religijną, wykonanie zlecenia na dzień po święcie będzie dużym poświęceniem, co nie dotyczyłoby ludzi o innych przekonaniach lub tych, którzy w ogóle ich nie posiadają.

Teoria uczciwej ceny znów się sprawdza: jeśli doświadczony klient gotów jest dopłacić za szybsze wykonanie zlecenia, nie ma powodu, by takiej premii nie doliczyć. Nie ma głupich.

Czy nowicjusze zaniżają stawki?

Muszę przerwać ten wywód, aby omówić kwestię, która dla mnie jest bardzo istotna. Czy nowicjusze, którzy tłumaczą za niższe stawki, deprecjonują pracę tłumacza?

Jest to absurd często powtarzany przez seniorów. W większości zawodów, wyłączając naturalnie taksówkarzy, staż pracy i doświadczenie pozwalają ludziom podnosić stawki. Innymi słowy, gdyby wszyscy tłumacze mieli takie same stawki, te same osoby narzekałyby, że to niesprawiedliwe wobec tych z doświadczeniem, i że w tym zawodzie nie ma możliwości rozwoju. Niektórzy ludzie rodzą się jako marudy i zawsze szukają powodów do narzekań.

Już kiedyś pisałem o tym problemie, ale nie jestem pewien, czy wyraziłem się jasno co do związku między jakością a doświadczeniem. Często nowicjusz może wykonać świetne tłumaczenie, dużo lepsze niż autorstwa niejednego seniora. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi arogancja czy naiwność tłumacza. Jednak nie każdy klient ma szansę bezpośrednio ocenić jakość wykonanej pracy, musi to zrobić w oparciu o doświadczenie tłumacza, jego CV czy referencje. A to nie są najlepsze wyznaczniki.

Jednak jeśli klient zauważy możliwość wywalczenia zniżki na podstawie niższej wartości wykonanej pracy, słusznie czy nie, na pewno z takiej szansy skorzysta. W takim wypadku nowicjusz niewiele może zrobić.

Po owocach…

Właściwie sporo się dyskutuje na temat tego, kto ma prawo mówić o sobie „tłumacz”. Nie będziemy tutaj o tym rozprawiać, ponieważ już kiedyś zajmowałem się tą kwestią. Jednak muszę przyznać, że nie wszystko jeszcze zostało na ten temat powiedziane. Nie sądzę też, aby w jakimkolwiek kraju na świecie udało się ten problem uregulować prawnie. Wygląda na to, że będziemy musieli jeszcze na to poczekać.

Philosophum non facit barba

Należy jednak pamiętać, że ani dyplom ukończenia studiów, ani doświadczenie specjalisty w danej dziedzinie, ani dwujęzyczność czy pobyt za granicą nie dadzą gwarancji, że ty czy ktokolwiek inny to dobry tłumacz. Jedynym tego dowodem może być sam fachowiec. Nie da się stwierdzić, czy drzewo ma dobre owoce, opisując jak wygląda, czy mówiąc, kto je posadził.