Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Na przykład, wydałem kiedyś kilkaset brazylijskich reali na parę dodatkowych słowników. Jak to się ma do kosztów moich tłumaczeń? Czy mam doliczać część ceny słownika do każdego następnego tłumaczenia, do momentu, gdy stanie się on nieaktualny (i kiedy to nastąpi?)? Doliczać stałą opłatę do każdego tłumaczenia? Doliczać zmienną stawkę według ilości słów w danym tłumaczeniu? A może stawkę czasową według tego, jak długo wyszukuję słówka w słowniku? Jeśli mamy podać „konkretne liczby”, nie mogę po prostu powiedzieć „dodajmy 30% za słowniki”.

Słowniki to oczywiście nie jedyny ponoszony przez nas koszt pośredni. Pojawia się jeszcze na przykład problem własności. Pracuję w domu, dlatego jest on większy niż gdybym pracował poza nim. Mam duże pomieszczenie z tyłu domu, gdzie znajduje się wszystko, co jest związane z pracą, np. biblioteczka. Wobec tego koszt tego dodatkowego pomieszczenia powinien być dodany do ceny moich tłumaczeń. Tyle, że wraz z żoną często używamy gabinetu jako zwykłego „dużego” pokoju, ponieważ lubimy spędzać czas wolny, słuchając muzyki i przeglądając nasze książki. Jeśli ktokolwiek uważa, że warto zastanawiać się, w jaki sposób doliczyć tego typu koszty do tłumaczeń, proszę bardzo. Ja nie mam czasu na takie metafizyczne ćwiczenie kalkulacji kosztów.

No i są jeszcze nakłady bezpośrednie. Ale może tego oszczędzę.

… no i mit KONKRETNEJ marży…

Nawet jeśli założymy, że można by obliczać koszty, nadal pozostaje drobna kwestia konkretnej marży zysku.

W przypadku wolnych strzelców, zysk to po prostu nasza zapłata. Oznacza to, przypuśćmy, że klient zapłaci mi $12 USN (USN to symbol fikcyjnej waluty Stanów Zjednoczonych Nibylandii, na wypadek gdyby ktoś nie wiedział – nie omawiamy tu rzeczywistych stawek, żeby jakiś członek ATA nie spanikował i nie przestał czytać) za słowo i przypuśćmy, że mój koszt to $3 USN za słowo, wtedy marża / zapłata / stawka wynosiłaby $9 USN za słowo. Innymi słowy, jeśli klient zgodziłby się pokryć wszelkie koszty i zapłacić mi $9 USN za słowo, byłbym w takiej samej sytuacji jak wtedy, gdy policzyłbym $12 USN i sam poniósłbym dodatkowe koszty. Można też powiedzieć, że mam jednoosobową spółkę tłumaczeniową (siebie) i płacę tłumaczowi $9 USN za słowo, a spółka ponosi wszelkie koszty.

Wracamy do punktu wyjścia: ile należy płacić tłumaczowi. Tylko błagam, niech nikt nie wyskakuje z tekstami o dwujęzycznych sekretarkach. Nic mnie nie obchodzi, jaką dostają pensję, bo i tak mnie to nie dotyczy. Już to podkreślałem wcześniej. Chcę moich wakacji na Tahiti i to wszystko. Czy proszę o zbyt wiele? Zwyczajny urlop w spokojnym miejscu dla ciężko pracującego mężczyzny i jego żony?

Właściwie każdy, również sympatyczni faceci, próbuje podnieść swoją marżę, bo marża to właśnie to, co zostaje nam na życie i sfinansowanie tego urlopu.

Jak nie na kosztach, to na czym?

Ekonomiści nie mówią o konkretnych cenach. Mówią o cenach uczciwych. A to duża różnica. Uczciwa cena to taka, jaką uzgodni doświadczony sprzedawca z doświadczonym kupującym.

Dlaczego uczciwa?

To proste. Wyobraźmy sobie dużą agencję z tradycjami i doświadczonego, znającego dobrze rynek tłumacza, którzy ustalają wysokość wynagrodzenia. Po kilku minutach tłumacz zgadza się przyjąć zlecenie za, powiedzmy, $11 USN za słowo (czy za stronę, worek, nieważne; to tylko przykład, nie mówimy o rzeczywistych cenach, poza tym nie rozprawiam tu o potencjalnej wyższości włoskiego systemu rozliczeń telefonicznych nad niemieckim), jest to uczciwa cena, gdyż żadna ze stron nie jest naiwna.