Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Oczywiście nie będziecie tak ciężko pracować za darmo. Należy więc pobrać dodatkową zapłatę za natychmiastowe wykonanie zlecenia, która wynosi od 50 do 100% całkowitego kosztu pracy.

To, czy w ogóle klient jest skłonny dopłacić za niezwłocznie wykonaną pracę jest już inną kwestią. Problem ten omówiłam w poprzednim artykule, więc nie będę go teraz poruszać. Pokrótce pragnę przypomnieć, że wasz czas jest cenny i nie możecie cierpieć, a na dodatek mało zarabiać tylko dlatego, że wasz klient źle zaplanował czas na wykonanie projektu.

W przypadku nieotrzymania na skrzynkę odbiorczą tekstu w umówionym terminie, poinformujcie o tym klienta i zapytajcie, jakie są powody. Może się zdarzyć, że tekst jest gotowy do tłumaczenia, ale jakimś sposobem nie dotarł na wasz adres.

Bywa, że klient zmienia tłumacza, projekt jest na przykład przesunięty albo anulowany, a wy nie jesteście po prostu o tym poinformowani. Przesyłam zwykle coś takiego: „Piszę w sprawie zleconego tłumaczenia. Będę wdzięczna za informację o obecnym statusie projektu”. Warto też przypomnieć, jakie są obowiązujące, ostateczne terminy.

To, jak mamy się zachować w momencie otrzymania zlecenia, w dużej mierze zależy od naszych relacji z klientem, wielkości projektu i opóźnienia. Jeśli klientem jest osoba, która nigdy wcześniej nie zwlekała z nadesłaniem pracy i/albo jest jednym z głównych źródeł dochodu, możecie dyskretnie wspomnieć o opóźnieniu, ale nie wdawać się w dyskusję. Jeśli tekst jest na tyle krótki i łatwy, że możecie go przetłumaczyć, nie wspominajcie już o zwłoce, przynajmniej tym razem.

Czasami jednak nie ma innego wyjścia, jak tylko odrzucić pracę (oczywiście, jeśli nie ucierpicie na tym finansowo). Załóżmy, że początkowo przyjęliście zlecenie. Jeśli jednak klient nie dotrzymał jakiegoś zobowiązania, nie przesłał tekstu na czas, wystarczy grzecznie powiedzieć: „Przykro mi, ale ja starannie planuję swój czas, a skoro nie otrzymałem dokumentu w terminie, muszę zrezygnować z tego zlecenia. Mam nadzieję, że znajdzie Pan kogoś innego na moje miejsce”.

W większości innych przypadków, kiedy nie możemy wykonać danego tłumaczenia, na przykład z braku czasu, można przekazać zlecenie koledze z branży. Nie ma jednak sensu tak robić, jeśli powodem rezygnacji jest zwłoka ze strony klienta. W przeciwnym razie klient wyjdzie z założenia, że nie musi dotrzymywać terminów, gdyż zawsze znajdzie się jakiś inny tłumacz.

Jeśli czujecie się urażeni, możecie nawet powiedzieć, że specjalnie dla tego projektu, który ostatecznie nie doszedł do skutku, odrzuciliście inne propozycje pracy, tracąc w rezultacie pieniądze i potencjalnych klientów. Niestety, niektórzy nawet nie pomyślą, jak ich zachowanie wpływa na sytuację innych osób. Dlatego, jeśli uświadomicie klientowi, jakie problemy spowodowała jego bezmyślność i niemożność dotrzymania terminów, może wtedy się opamięta.

Niestety podejrzewam, że zawsze znajdą się opieszali klienci, dbający tylko o własne zobowiązania i zawsze będą tacy, którzy nie cenią pracy i czasu innych. Zaledwie parę tygodni temu koleżanka przekazała mi tłumaczenie, którego nie mogła już dokończyć z powodu opóźnienia. Ja z kolei musiałam zredagować całą książkę w ciągu kilku długich dni, tylko dlatego, że klient nie przewidział dostatecznego czasu potrzebnego na korektę tłumaczenia.

Wierzę jednak, że poprzez odpowiednią edukację klientów, możemy wyeliminować niektóre sytuacje. Jeżeli tylko zrozumieją, ile czasu poświęcamy na naszą pracę. Możliwe jest to tylko wtedy, gdy szczegółowo wytłumaczymy im ten proces. Jeśli ostatecznie zrozumieją, że nie mogą pozwolić sobie na opóźnienia w przesyłaniu dokumentów i/lub oczekiwać natychmiastowego wykonania zlecenia, w czym pomogą nasze ostrzeżenia i/lub odrzucanie zlecenia i/lub domaganie się dodatkowych opłat za pilne wykonanie pracy czy też opóźnienia, wtedy zaczną lepiej planować zarówno własny czas, jak i projekty, a co więcej, zaczną traktować pracę tłumaczy z większym szacunkiem. Czy już nie najwyższy czas na taką zmianę?