Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Dwadzieścia dolarów za kartkę papieru

 

Danilo Nogueira
 
tłum. Anna Raczek
 
 
 
 
Dwadzieścia dolarów za kartkę papieru!

Mężczyzna był oburzony. Musiał zapłacić równowartość dwudziestu dolarów za stronę tłumaczenia – lub za „kartkę papieru”, jak to sam określił. A to nawet nie było trudne zadanie – bardzo proste zlecenie, ale niestety (z jego punktu widzenia, oczywiście) musiało być wykonane przez profesjonalnego tłumacza, ponieważ dokument należało złożyć do brazylijskiej agencji rządowej i, zgodnie z prawem brazylijskim, tłumaczenia przedkładane agencjom rządowym muszą być wykonywane przez „tłumaczy przysięgłych”.

Co gorsza (z jego punktu widzenia, oczywiście), wymaga się od tłumaczy przysięgłych, aby stosowali się do wykazu opłat opublikowanego przez Krajowy Rejestr Handlowy i Spółek, nie ma zatem miejsca na negocjacje lub elastyczność. Określenia „negocjacja” i „elastyczność” są, jak wiecie, synonimami w języku klienta i oznaczają „cięcie kosztów”.

Ale jak powiedzieliśmy, mężczyzna był grzeczny i jednocześnie wściekły, był też świadkiem na naszym ślubie, jak również starym przyjacielem Danilo, więc Danilo trzymał język za zębami, co najprawdopodobniej było wszystkim, co mógł zrobić. Ten gość był agentem handlowym w dużej, nieistniejącej obecnie firmie i zwykł kupować dobra materialne, nie usługi. Jedyne usługi, jakie nabył, to masowy transport krajowy i międzynarodowy i widział, jak dostarczano piekielne ilości towaru do Hamburga lub Rijeki. I można było to zrobić za dwadzieścia dolarów. Czasem naprawdę kupował papier, stosy papieru, i zawsze kosztowało to o wiele mniej niż dwadzieścia dolarów za stronę. Dwadzieścia dolarów za stronę, bezczelność!

Papier jest darmowy!

Oczywiście nie pobieramy opłat za papier, który jest jedynie nośnikiem naszej pracy, właściwie zwykle nim bywał. Nie dostarczamy już zleceń w formie drukowanej, ale pozostaje podstawowe pytanie – w jaki sposób powinniśmy pobierać opłaty za naszą pracę? Lub dokładniej, jak powinniśmy ją wyceniać?

Czasem wyobrażamy sobie ergometr (lub „miernik wysiłku”), wynalazek, który mógłby właściwie obliczyć nasz intelektualny i fizyczny wysiłek i dostarczyć raport przeznaczony do wysłania klientowi wraz z rachunkiem: praca #176-671, 40 ergów @ 5.00 LSD$, łącznie 200.00 LSD$. Brzmi wspaniale, ale czy byłoby to sprawiedliwe lub korzystne dla kogokolwiek?

Prawdopodobnie nie. Na przykład mogłoby być niekorzystne dla wydajności i biegłości. To znaczy, że jeśli jesteś kompetentnym tłumaczem, który może wykonać przyzwoitą pracę, wkładając w to mniej wysiłku niż ten kretyn mieszkający obok, który musi szukać każdego słowa w słowniku i źle wykonuje tłumaczenie, ponieważ nie jest w stanie wybrać poprawnego odpowiednika, zarobiłbyś dużo mniej pieniędzy za to samo zlecenie. Twój klient mógłby to zauważyć i pociągałoby to za sobą większy nakład pracy: Hej, spójrz na tego gościa, który policzył mi 60 ergów i tego drugiego, który policzył 50 ergów za pracę, która była przynajmniej dwa razy dłuższa.