Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Niektórzy tłumacze twierdzą, że wycena tekstu źródłowego jest dla nich niesprawiedliwa, odzwierciedla on pracę autora, podczas gdy tekst docelowy jest odzwierciedleniem naszej pracy. To, w naszym mniemaniu, jest naiwne tak samo jak postawa, której broni facet mówiący, że 20 dolarów to zbyt wysoka cena za kartkę papieru. Tłumaczenie jest czymś więcej niż pisaniem przekładu . Możemy nawet powiedzieć, że jest tym, co się dzieje pomiędzy chwilą, kiedy zamykamy słownik a momentem, w którym zaczynamy pisać pierwsze słowa.

Gatunek zagrożony

Jednak wszystkie formy wyceny oparte na tekście docelowym, w tym niemiecka Normzeile [wiersz normatywny] oraz włoska cartellino, jak również brazylijska lauda znajdują się w skrajnym niebezpieczeństwie zaniku tylko z powodu obciążania klienta ryzykiem.

Konserwatywni tłumacze próbowali wielu rozwiązań w celu zachowania swoich świętych form wyceny, ale są one jedynie środkami, które pozwalają zachować twarz. Kilku brazylijskich tłumaczy, którzy obstają przy robieniu wyceny na podstawie lauda i samego lauda, obecnie zapewnia klientom gwarantowane kosztorysy tekstów docelowych wg lauda. Wykonuje się to poprzez dodanie, powiedzmy, 20 % do liczby słów w tekście źródłowym w celu otrzymania szacunkowej liczby słów w tekście docelowym oraz poprzez podzielenie sumy przez 2200 lub cokolwiek, co według konkretnego tłumacza odnosi się do prawdziwego lauda, mając nadzieję i twierdząc, że wycena oparta na tekście źródłowym jest niedorzeczna. To mniej więcej przypomina historię rolnika, który liczył swoje owce poprzez dodawanie nóg, ogonów i łbów i dzielenie tej sumy przez sześć.

Nie możesz wygrać

Ale to nie ma znaczenia, w jaki sposób dokonujesz wyceny; zawsze znajdzie się klient, który będzie czuł się oskubany. Weźmy na przykład liczbę znaków w tekście docelowym: niektórzy nie chcą płacić za odstępy między wyrazami, ponieważ tego nie tłumaczymy. Próbowaliśmy rozwiązać tę kwestię na kilka sposobów: zaproponowaliśmy wykonanie tłumaczenia bez robienia przerw, powiedzieliśmy, że nasze ceny zostały oparte o średnie i zamierzaliśmy zawrzeć odstępy i również użyliśmy tego pięknego sformułowania, które mogliście przeczytać wyżej: że tłumaczenie jest tym, co dzieje się pomiędzy chwilą, kiedy zamykamy słownik a momentem, w którym zaczynamy pisać. Czasem klient to kupi, czasem nie.

Wtedy dostosowaliśmy nasze stawki i zaczęliśmy wyceniać X z odstępami, Y bez. I klient zapytał, dlaczego właśnie w taki sposób, a my zaczynaliśmy od początku. Wtedy podnieśliśmy stawki o 20 procent i zaczęliśmy wycenę „po odliczeniu spacji.” Lecz to było niebezpieczne: następną rzeczą, o którą klient by zapytał, to kwestia dotycząca pobierania opłat za interpunkcję. Chroniła nas przed tym globalizacja – wkrótce zaczęliśmy pracować dla międzynarodowych agencji, które oczekiwały wyceny na podstawie liczby słów dokumentu źródłowego. Jednak nadal pracowaliśmy czasem dla klientów końcowych i w ubiegłym miesiącu wykonywaliśmy zlecenie dla banku brazylijskiego. Zgodziliśmy się na stawkę obliczoną na podstawie liczby słów w tekście wyjściowym, w końcu wysłaliśmy rachunek, na którym widniało „liczba słów, stawka za słowo, kwota łącznie”. Oddzwonili z pytaniem, czy tyle samo policzyliśmy za monosylaby co za dłuższe słowa. Przypuszczamy, że chodzi o potwierdzenie kwestii dotyczącej interpunkcji.

Czy wycena na podstawie liczby słów w tekście źródłowym jest rozwiązaniem?

Jednak jak wciąż powtarzamy, większość klientów przerzuca się na wycenę opartą na ilości słów w tekście początkowym i obecnie otrzymujemy zalecenia wraz z tekstem do tłumaczenia i mówią one, ile słów ma tekst źródłowy. Wtedy tłumacz dwukrotnie sprawdza dane, zanim przyjmie zlecenie. Niektórzy robią zamieszanie, kiedy ich prywatne obliczenia nie zgadzają się z obliczeniami klienta.