Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

To mogłoby dobrze wyglądać, ale wyobraźcie sobie taką sytuację – rywalizujecie z innym kretynem mieszkającym w sąsiednim domu po lewej, który wypełniałby stronę po stronie słowami bez przykładania większej uwagi do znaczenia czy gramatyki? Ten gość mógłby wykonać tę pracę za 30 ergów, a wy bylibyście przegranymi, chyba że klient powiedziałby, czym jest dobra praca, ale to coś, czego często nie może robić. Obecnie na przykład większość naszych klientów to agencje Stanów Zjednoczonych, które nie potrafią odróżnić dobrego brazylijskiego portugalskiego (sami Portugalczycy twierdzą, że „dobry brazylijski portugalski” jest oksymoronem, ale to zupełnie inna sprawa) od złego języka chinook. Zaakceptują go w dobrej wierze, pod warunkiem, że wygląda jak śmieszny hiszpański, dopóki któryś z końcowych klientów nie złoży reklamacji. Wiecie, jak to jest.

Ponadto jaką opłatę w ergach powinniśmy pobrać za uczciwą pracę? Policzymy więcej czy mniej niż facet, który mieszka w domu obok, po prawej lub po lewej?

Czas to pieniądz

Niektórzy popierają wycenę za godzinę i, całkiem poprawnie, twierdzą, że sprzedajemy nasz czas i kiedy mówimy „10 LSD$ za tysiąc słów”, właściwie mamy na myśli to, że możemy zrobić, powiedzmy, 500 słów na godzinę, dlatego pobieramy 5 LSD$ za godzinę. Owszem, w samym sposobie myślenia – tak. Ale to jest jeszcze gorsze niż wycena w ergach, jeśli masz ergometr, tak właśnie jest. W jaki sposób możesz przekonać klienta, że właściwie pracowałeś dziesięć godzin nad tymi nędznymi dwiema stronami, które jego młodsza siostra mogłaby z pewnością zrobić w mniej niż 10 minut, jeśli nie odwoziłaby swoich bliźniaków właśnie tego dnia?

Nasi klienci czasem zlecają nam prace „na godzinę”, ale należy kontrolować liczbę godzin, za którą będą gotowi zapłacić, aczkolwiek w pewnym stopniu niechętnie. I jest to ostra kontrola. Oczekujemy, że to zlecenie zajmie maksimum 30 godzin; jeśli Pan/Pani uważa, że zajmie to więcej, proszę nas o tym poinformować z uprzedzeniem. Jeśli będziemy próbować wystawić rachunek klientowi za 31 godzin, to może się naprawdę zdenerwować.

Tu również mamy podwójny problem polegający na tym, że różni tłumacze będą potrzebowali różnej ilości czasu na wykonanie tego samego zlecenia, oraz na tym, że nie jest łatwo wycenić własny czas.

Kwestia ryzyka

Problem związany z obliczaniem stawki na godzinę polega na tym, że klient nie chce ryzykować. Któż chce? Agencja wyceniająca przekład na 17 różnych języków musi upewnić się, ilu tłumaczy będzie zatrudnionych do tego zlecenia, zanim rozpocznie konkretne przedsięwzięcie. A faktury liczone w ergach lub na godziny narzuciłyby jej ryzyko, z którym musiałaby nauczyć się sobie radzić. Lepiej mieć kogoś, kto się tym zajmie. Mają na myśli tłumacza, oczywiście. A kogóż by innego?

Unikanie ryzyka jest powodem, dla którego coraz więcej klientów preferuje wycenę opartą na obliczaniu ceny tekstu wyjściowego. Wielu tłumaczy skarży się na to, że jest to działanie na naszą niekorzyść, ponieważ wycena tekstu docelowego jest do 30% wyższa. Mając na myśli, jak sądzimy, że gdybyś wziął tekst w języku angielskim składający się z 10 tysięcy słów i przetłumaczył go na portugalski, gdzie tekst składałby się z 13 tysięcy słów i jeśli przetłumaczyłbyś go z powrotem na język angielski, otrzymałbyś tekst, który składa się z 16 tysięcy słów, zamiast, jak w oryginale, 10 tysięcy. A jeśli przetłumaczyłbyś to z powrotem… urosłoby jak ciasto chlebowe.

Śmieszne – ale pewnie prawdziwe: wydaje się, że tłumacze zawsze potrzebują kilku słów więcej niż autor tekstu wyjściowego, nawet w ponownym tłumaczeniu tego samego tekstu. Jednak nie powiedzielibyśmy, że wycena tekstu docelowego jest wymierzona przeciwko tłumaczom, chyba że stosujesz taką samą stawkę do wyceny tekstu źródłowego i docelowego. Tak więc, jeśli twoja stawka wynosi 10 LSD$ za słowo w tekście docelowym, to oznacza, że stawka za słowo w tekście źródłowym powinna wynosić 13 LSD$. Możesz nawet wycenić oba i pozwolić klientowi wybrać to, czego chce. Daj mu swobodę.