Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Czy jesteś przygotowany na spotkanie z klientem?
 
Danilo Nogueira
 
tłum. Joanna Kondrak
 
 
Telefon od klienta. Ostatnio jest to sytuacja mile widziana, jednak niewielu z nas się przytrafia. Ale czy jesteś gotowy, żeby odebrać ten telefon?

Klienci dzwonią, ponieważ potrzebują informacji i powinniśmy być przygotowani do udzielenia im jej w jasny, precyzyjny i zwięzły sposób. Otóż każde zawahanie się będzie postrzegane jako brak pewności siebie, a to z kolei jako oznaka słabości. Jeśli klient ją dojrzy, może zaatakować i wymusić zniżkę.

Na pytanie o zniżkę, najlepszą odpowiedzią jest odmowa. Najlepiej bez szczegółowego tłumaczenia takiej decyzji.

Weźmy na przykład klienta, który dzwoni z pytaniem o wycenę (w przeciwieństwie do tego, który dzwoniąc, podaje stawkę, jaką jest gotowy zapłacić). Taka wycena powinna zależeć od typu wykonywanej pracy: prezentacja w PowerPoincie może kosztować więcej niż zwykły plik w Wordzie o tej samej liczbie słów. Tak więc zanim padnie odpowiedź, trzeba upewnić się, czego chce klient. Biada tłumaczowi, który mówi „12 WDK za słowo” a zaraz potem dowiaduje się, że chodzi o prezentacje w PowerPoincie, i że klient nie posiada wersji elektronicznej pliku, a prześle tylko stary, przyblakły fax. Nie da się teraz powiedzieć „przepraszam, w takim razie stawka wynosi 12.01 WDK”. Klient odpowie: „ Przecież powiedział Pan dwanaście za słowo, prawda? No to ile w końcu Pan bierze? Czy moglibyśmy uzgodnić jakąś stałą stawkę?” (dla tych, którzy nie wiedzą, co znaczy WDK- to skrót od „Waluta Dalekich Krajów”).

Każda praca ma swoją cenę


Przede wszystkim należy się zorientować, czego klient chce i potrzebuje. Chce i potrzebuje to dwie różne rzeczy. Zleceniodawca może chcieć jednego, ale doświadczenie tłumacza może podpowiadać, że potrzebuje czegoś innego. Trzeba być gotowym na wytłumaczenie klientowi kilku rzeczy na tym etapie.

Zgadzając się na charakter podjętego zlecenia, trzeba podać cenę. To wymaga przyjęcia silnego stanowiska w sprawie stawki za pełnione usługi. Większość tłumaczy, których znam tego nie robi. Ustalają, owszem, cennik, ale zaczynają go zaniżać, gdy tylko zdadzą sobie sprawę, że po drugiej stronie słuchawki jest klient, i zaczynają się jąkać.

Prawdopodobnie dzieje się tak z dwóch przyczyn: (1) większość z nas boi się stracić pracę i (2) dla wielu z nas podawanie cen jest kłopotliwe, a opłaty wydają się nam za wysokie – mimo że większość uważa się za niedostatecznie opłacanych.

Narzędzie handlu
 
Rozmowy o kwestiach finansowych wprawiają niektórych tłumaczy w takie zakłopotanie, że z chęcią oddaliby swoje prawo do wyznaczania cen jakiejś jednostce, która powiedziałaby im, jak wyliczać opłaty i wzięłaby za to odpowiedzialność. Można by wtedy stwierdzić: taki jest oficjalny cennik… i kiedy konto bankowe opustoszeje, powiedzieć, że nic się nie poradzi, bo i tak brało się najwyższą, dozwoloną przez cennik stawkę.