Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza


Kiedy klient pyta o stawkę, ja pytam, czy ma być to stawka za słowo, laudę, znak, linijkę, torbę czy cokolwiek innego, jak również o to, czy ma być liczona na podstawie tekstu źródłowego, czy docelowego. Jeśli klient jest Brazylijczykiem i wybiera stawkę za laudę, proszę go, by podał swoją definicję laudy. Jeśli jej nie ma, mówię, że to tysiąc znaków ze spacjami i upewniam się, że klient mnie zrozumiał.

Nie uważam tej definicji za lepszą od innych - każda jest dobra, o ile przyjmą ją obie strony. Jeśli dla klienta moja lauda jest za mała, pytam, jaki rozmiar laudy jest zadowalający i odpowiednio naliczam stawkę.

Jeśli ktoś nie chce płacić za spacje, nie ma sprawy, nie musi. Ale stawka wzrasta o 20% i tak dalej. Z drugiej strony, zanim przyjmę lub odrzucę zlecenie od klienta, który podaje stawkę, upewniam się, jak ona jest naliczana, żebym mógł odpowiednio zareagować. Jeśli stawka jest za niska, albo mój potencjalny klient uzna moje ceny za zbyt wysokie, nie dobijemy targu. Nie ma to jednak nic wspólnego z jednostką miary. Nie odrzucę dobrej transakcji na nieruchomościach tylko dlatego, że mierzę powierzchnię w hektarach, a ktoś inny chce wymiarów w akrach.

A pytanie za sto punktów to …

Oczywiście są dwa pytania za sto punktów, a nie tylko jedno: jakie podawać stawki i jak wejść do klubu „najlepiej zarabiających”. Po kolei, i obawiam się, że na żadne z nich nie ma prostej odpowiedzi.

Z tego tekstu i wcześniejszego mojego pisania można już chyba wywnioskować, że nie uważam, że ceny mają jakikolwiek związek z kosztami. Niektórzy są w stanie zarobić z większym niż inni zyskiem. Co więcej, wyliczenie poniesionych kosztów niezależnego tłumacza nie jest łatwe, ponieważ często nie da się oddzielić biura od domu. Ale to już inna historia i do tego nieistotna.

Można się cenić tak wysoko, jak tylko wytrzyma to rynek i nie ma w tym nic złego – popyt i podaż również działają czasami na korzyść. Jednak odpowiednia cena to nie zawsze ta najwyższa na rynku. Odpowiednia cena to taka, która zmaksymalizuje dochody i będzie nieco niższa od najwyższej możliwej.

Ta właściwa kwota będzie bardzo zróżnicowana, ponieważ rynek jest wyjątkowo podzielony. Innymi słowy, nie istnieje coś takiego jak „rynek tłumaczeń” – rynków tłumaczeniowych jest mnóstwo, a najlepsza stawka dla kogoś tłumaczącego filmy na język urdu niekoniecznie jest najlepszą stawką dla kogoś tłumaczącego patenty na język angielski. Można by się było łatwiej określić, znając stawkę następnego tłumacza, ale takie informacje zwykle trudno zdobyć, a kiedy są już dostępne, często okazują się niewiarygodne. Tak więc trzeba się zdać na zgadywanie oparte na własnym doświadczeniu.

Maksymalizowanie dochodów

Na koniec zostaje pytanie, jak wejść do klubu najlepiej zarabiających. Wspinanie się po drabinie profesjonalizmu jest niekończącym się zadaniem – nieważne, ile szczebli ma się już za sobą, zawsze pozostaje ich dwa razy tyle.

Awans profesjonalny wymaga dwustronnego podejścia: dużych inwestycji w tę profesję i jak najaktywniejszego reklamowania swoich usług. Czasem trzeba dokonać trudnych wyborów.