Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Niektórzy koledzy po fachu uważają, że klient, który podaje zbyt niską stawkę zasługuje na to, żeby go obrazić, a oni sami przechwalają się nawet obelgami kierowanymi do takich klientów. Jednak moja mama uczyła mnie, że mam być zawsze uprzejmy. Czasem nerwy mi puszczają, ale nie jestem dumny ze swoich wybuchów agresji słownej i nie uważam, żeby było się czym chwalić. Obrażanie klientów może pomóc w rozładowaniu złych emocji, ale nie przysporzy dobrej płacy. Jako strategia biznesowa jest ono bezużyteczne i prawdopodobnie daje efekt odwrotny od zamierzonego.

Ile dasz ...

Równie bezużyteczna jest oklepana strategia mówienia, że ile dasz, tyle masz. Może to stwierdzenie jest prawdziwe, ale za to nieeleganckie, tak samo jak jego bardziej wypolerowany wariant moje stawki są współmierne do jakości mojej pracy. Oba odzwierciedlają brak szacunku dla naszych kolegów, którzy z jakichkolwiek powodów liczą sobie mniej, a przed użyciem tych słów, warto się zastanowić, czy ktoś nie liczy sobie więcej niż my.

W dodatku jest to darmowy komentarz do nigdy nie widzianej pracy. Czasem proszono mnie o ocenę testów napisanych przez innych tłumaczy. W takich przypadkach zawsze oddawałem umotywowane raporty dotyczące moich spostrzeżeń wraz z fakturą. Jednak uważam dawanie darmowych, niczym nie popartych i nieproszonych opinii o tłumaczeniu, które będzie wykonywał ktoś, kogo nawet nie znam za nieetyczne i sprzeczne z dobrą praktyką w biznesie.

Szansa na wytłumaczenie klientowi kilku rzeczy?

Wielu kolegów z branży nie zgodziłoby się ze mną. Uważają bowiem, że tracę szansę na wytłumaczenie klientowi kilku rzeczy. Ale ja jestem jak najbardziej za, tyle że wytłumaczyć można coś, czego klient nie wie, a klienci i agencje doskonale wiedzą, co robią i czego szukają. Nie potrzebują żadnych wyjaśnień dotyczących stawek tłumaczy. W dodatku, po przemyśleniach doszedłem do wniosku, że słowo nie potrafi wiele wytłumaczyć.

Można wytłumaczyć klientowi, który przysyła plik w formacie PDF, że gdyby przysłał plik w Wordzie, tłumacz mógłby policzyć sobie mniej i wykonać lepszą pracę. Nie można jednak wytłumaczyć nic premierowi, który prosi o wykonanie zlecenia za cenę dużo niższą niż to przewiduje cennik tłumacza – ten koleś albo nie może, albo nie chce zapłacić więcej.

Miara za miarę

Powinniśmy może teraz poruszyć kwestię ujęcia ilościowego. Zbyt dużo krwi przelano w sprawie ujęcia ilościowego pracy. Moje motto mówi: jednostka klienta jest moją jednostką. Jeśli mój klient płaci za słowo tekstu źródłowego, dla mnie OK. Jeśli chce płacić za słowo tekstu docelowego, to równie dobrze. Jeżeli płaci za znaki, świetnie. Jeśli płaci za znaki bez spacji, pierwszorzędnie. Jest mi to zupełnie obojętne. Po prostu dopasowuję odpowiednio stawki. Wymagało to przejścia się po królestwie wyższej matematyki, które jest dla mnie Terra Ignota, ale mój wysiłek został wynagrodzony.

Tradycyjną stawką brazylijskich tłumaczy jest lauda, jednostka, która ma więcej definicji niż słów, które zawiera. Wielu brazylijskich tłumaczy chwyta się swoich laud, jakby bez nich mieli utonąć i trzymają się konkretnych definicji laudy jak głównych prawd wiary. I biada klientowi, który pyta o laudę uznaną za niedorzecznie dużą.