Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Zniżka niejedno ma imię…

Jednym z moich planów na przyszłość jest napisanie długiego artykułu na temat typologii rabatów. Preteksty do otrzymania zniżki, które znajdują klienci zawsze mnie fascynowały. Istnieje zniżka za pierwszą pracę, ale również dla częstych klientów, które moim zdaniem wydają się wzajemnie wykluczać; jest też rabat za duże zlecenie, jakby nasze wynagrodzenie było odwrotnie proporcjonalne do ilości włożonej pracy; istnieje zniżka za stałą pracę, jakbyśmy udzielali klientowi zniżki za podejmowane przez nas ryzyko utracenia dla niego pozostałych klientów; istnieje zniżka za przyszłe zlecenia, która jest właściwie za nic, ponieważ przyszłe zlecenia się nie pojawią; istnieje też zniżka spowodowana zniżką, którą musieliśmy udzielić naszemu ostatniemu klientowi, jakbyśmy to my odpowiadali za to, że nasz klient był na tyle niekompetentny, żeby dobić złego targu ze swoim klientem; istnieje rabat za to, że mamy kryzys, jakby wypłacali nam bonus, podczas gdy tego nie robią; jest też zniżka akademicka, o którą proszą ci, którzy uważają, że my powinniśmy inwestować w ich edukację, tak aby mogli się wspinać po szczeblach kariery akademickiej.

Można się w ostateczności zgodzić na nisko płatną pracę, ale należy pamiętać, że żadne z wyżej wymienionych nie jest powodem do udzielania zniżek, mimo że mogą stanowić dobry pretekst dla kogoś początkującego. Nie ma powodu, dla którego powinno się dawać zniżki absolutnie wszystkim na świecie. I proszę, na pytanie o zniżkę najlepszą odpowiedzią jest odmowa. Bez wchodzenia w szczegółowe tłumaczenia takiej decyzji. Wystarczy powiedzieć przykro mi, nie mogę przyjąć tego zlecenia za taka stawkę. Wyjaśnienia rodzą wyjaśnienia, i można się wplątać w niekończącą się metafizyczną dyskusję nad nic nieznaczącymi zagadnieniami, które nie są istotne ani dla tłumacza, ani kogokolwiek innego.

Klientów, którzy proszą o rabaty nie interesują okoliczności tłumacza. Interesuje ich jedynie otrzymanie zniżki. Nieważny jest dla nich temat rozmowy i wcale nie zwracają uwagi na jej treść. Jest to czysta paplanina, najczęściej zwykłe powtarzanie standardowych frazesów bez znaczenia. Im szybciej taka rozmowa się skończy, tym szybciej można przejść do czegoś pożytecznego.

Nowość wśród argumentów używanych przez „wypraszaczy zniżek” jest adresowana do tłumaczy z państw trzeciego świata: za drogo jak na … (tu wpisz kraj zamieszkania). Znalazłem na to odpowiedź, która się już sprawdziła i chciałbym się nią podzielić ze wszystkimi: Ja tu nie pracuję, ja tu mieszkam. Wszyscy moi klienci nie są stąd. Długa dyskusja porównująca ceny komputerów i samochodów w różnych krajach może głęboko zaciekawić ekonomistów, ale nie ma wpływu na treść tego zagadnienia, a mianowicie - klient chce zniżkę.

W innych przypadkach, moja odpowiedź to grzeczne, stanowcze i niezłomne przykro mi, ale nie, ewentualnie uzupełnione równie stanowczym i dosadnym suma, jaką podałem, jest sumą, jaką płacą mi wszyscy moi klienci i nie narzekają.

Klient, który podaje stawkę

Wielu klientów podaje stawkę, zamiast o nią pytać. Niektórzy tłumacze czują się tym obrażeni, ale nie ja. Właściwie, biorąc pod uwagę obecną sytuację rynkową, niektórzy klienci pytają o stawki w celu onieśmielenia, co według mnie jest o wiele gorsze. Niektóre z oferowanych stawek są bardzo niskie, inne – na poziomie.

Po otrzymaniu wszystkich szczegółów dotyczących wykonania pracy, można podać jedną z trzech odpowiedzi: (1) tak, oczywiście, (2) przykro mi, ale nie wyrobię się w tym terminie, (3) moja najniższa możliwa stawką za taką pracę wynosi X.