Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Istnieje zbyt wiele czynników wpływających na cenę, a rynek jest tak podzielony, że ułożenie cennika uniwersalnego jest niemożliwe. Natomiast oficjalne są, jak wszyscy wiedzą, wciąż łatwe do obejścia.

Ale nawet jeśli udałoby się stworzyć idealny cennik, wycenianie jest niezastąpionym narzędziem marketingowym, a ja nie zrzekłbym się wolności wyznaczania moich własnych cen.

Strach przed głodowaniem

Stach przed utratą pracy jest uzasadniony; jego przyczyny są dobrze znane i bardzo realne. Zakłopotanie związane z pobieraniem pieniędzy za tę pracę lub bycie uznanym za najemnika – a kimże jest wolny strzelec jeśli nie żołnierzem najemnym? – to czyste bzdury. Nie można żądać zbyt wysokiej ceny od agencji – agencje znają rynek i nie dadzą się oszukać.

Nie jest możliwe również żądanie zbyt wysokiej ceny od bezpośredniego klienta. Przed podjęciem decyzji, zorientuje się on w cenach wśród kilku innych ludzi. Można oczywiście nabrać sąsiada, że tłumacz zarabia dziesięć dolarów za słowo, pod warunkiem, że sąsiad nie widział jeszcze samochodu tego tłumacza, ale to zupełnie inna sprawa.

Wspomniane wcześniej zakłopotanie może wiązać się z tym, że wielu tłumaczy uważa przekład za sztukę, a samych siebie za humanistów i dobroczyńców ludzkości, którzy powinni wieść żywot braci żebrzących dla ogólnego dobra. Dajmy spokój, czas dorosnąć.

Znaczenie stanowczości

Wróćmy do tematu. Należy zdecydowanie zgromadzić potrzebne informacje przed podaniem ceny, ale nie wykorzystywać tego etapu rozmowy, żeby odwlec w czasie godzinę prawdy. Kiedy już wiadomo, czego oczekuje klient i że się to zlecenie podejmie, trzeba po prostu stanowczo i pokrótce podać cenę: "to będzie … netto za słowo tekstu źródłowego, płatne w ciągu 30 dni, czy coś w tym stylu...".

Warto unikać wprowadzeń typu „ więc, widzi Pan, jeśli chodzi o ceny, musieliśmy ostatnio dodać co nieco do naszych opłat, które utrzymywały się na tym samym poziomie przez ponad pięć lat; wszystko przez tę inflacje i w ogóle, i banany drożeją niemal z tygodnia na tydzień…”. Coś takiego jest zazwyczaj postrzegane jako wyraźna zachęta, by odpowiedzieć „macie szczęście, nas konkurencja zmusiła do cięcia cen i mieliśmy nadzieję, że nasi dostawcy będą współpracować…” tak więc, lepiej podać swoją cenę i dorzucić coś w stylu zostało niewiele czasu jak na takie zlecenie, ale dam radę, jeśli się Państwo zgadzają.

Odrzucane prośby o zniżki


Na tym etapie wielu klientów prosi o zniżki. Kilku moich kolegów po fachu podaje cenę większą niż ta, na którą liczą, żeby udzielić zniżkę i „uszczęśliwiać klienta”. Ja tak nie robię, ponieważ udzielanie zniżek tym, którzy o nie proszą byłoby karaniem miłych ludzi, którzy się rabatów nie domagają, a samo targowanie się jest dla mnie zarówno kłopotliwe, jak i irytujące.

Oczywiście, jeśli jest tańszy sposób poradzenia sobie ze zleceniem, uważam zwrócenie na to uwagi klienta za swój obowiązek. Jest to zarówno kwestia etyki, jak i, na dłuższą metę, strategia dobrego biznesu, ponieważ pomaga budować zaufanie i lojalność klienta.