Czytelnia

Z perspektywy tłumacza

Annemarie Fox

tłum. Michał Nycz

Źródło:

 

W fundacji Medical Foundation for the Care of Victims of Torture ponad 75% komunikacji z klientami wymaga pomocy tłumacza. Biorąc pod uwagę skomplikowane relacje pomiędzy lekarzem, klientem i tłumaczem, dynamika pracy jest stosunkowo złożona.

Kiedy zaczynałam pracę w fundacji, moi koledzy po fachu „z zewnątrz" obawiali się, czy podczas tłumaczenia dam sobie radę z ładunkiem emocjonalnym.

Ekspresyjne opisy tortur, intensywne emocjonalne cierpienie, straty, gwałt, utrata bliskich, przesiedlenie to tematy, których ciężko się słucha i równie ciężko znaleźć odpowiednie i adekwatne słowa, by oddać je w innym języku.

Dochodzą jeszcze obrazy skojarzeniowe - im bardziej elokwentna osoba, tym są one mocniejsze i bardziej natarczywe. W ciągu pięciu lat pracy dla fundacji radzenie sobie z tymi problemami wcale nie stało się dla mnie łatwiejsze.

Kolejny czynnik to fakt, że choć tak dla tłumacza, jak i terapeuty język to główne narzędzie pracy, wywodzimy się jednak z całkowicie odmiennych dyscyplin naukowych.

W normalnych okolicznościach, intymna analiza nie przewiduje obecności osoby z zewnątrz, tym bardziej jako pośrednika w procesie komunikacji. Natomiast tłumaczenie ustne z natury wymaga trzech lub więcej osób.

W mojej „zewnętrznej" praktyce tłumaczeniowej zlecenia są krótkoterminowe i oparte na przekazie faktów. Większość mojej pracy dla MF to zlecenia długoterminowe, emocjonalnie skomplikowane i wymagające współpracy z lekarzami. W rezultacie, musiałam zmodyfikować moją praktykę.

Granice w kontaktach z lekarzami

To oznaczało dla mnie ustalenie innego rodzaju granic niż stosowane w pozostałych aspektach mojej pracy. Często pomiędzy tłumaczem a lekarzem rodzi się bliska, oparta na zaufaniu relacja, zwłaszcza przy długotrwałej terapii. To automatycznie stawia tłumacza na pozycji współpracownika terapeuty.

Mimo, że może być to bardzo nęcący proces, często muszę sobie przypominać, że nie mam ani narzędzi ani struktur, by podejmować się roli, do której nie mam ani przygotowania ani specjalistycznej wiedzy. Nie chcę też odpowiedzialności.

Moje odpowiedzi podczas dyskusji poprzedzających i następujących po sesji opierają się na instynkcie, zdrowym rozsądku, doświadczeniu życiowym i pierwszej reakcji, a nie na wykwalifikowanych, klinicznych radach.

Granice w mojej pracy kształtowane są przede wszystkim przez relacje pomiędzy uczestnikami procesu.