Czytelnia

Niektórzy lekarze są „dotykowi" i wylewni. Wtedy powitaniom i pożegnaniom z klientami towarzyszą długie i ciepłe uściski i całusy. Inni są formalni i skryci - unikają jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, poza uściskiem dłoni.

Staram się upodobnić moją mowę ciała do zachowania lekarza, jako że w większości przypadków moja relacja z klientem jest podobna do tej, jaką ma z nim lekarz.

Często sukces terapii zależy od gładkiej i otwartej pracy współpracy pomiędzy zaangażowanymi osobami; których wzajemne relacje są przejrzyście zdefiniowane.

W idealnych warunkach lekarz nie czuje się zagrożony, a tłumacz wyłączony. Zaufanie odgrywa pierwszorzędną rolę.

Lekarz musi zaufać tłumaczowi w kontekście języka, tłumacz - zaufać lekarzowi, że ten zrozumie problemy kulturowe i podejmie odpowiednie kroki, a klient zaufać obu - po prostu otwierając się.

Czasami mam nierealistyczne poczucie dotyczące jednak tylko pracy w fundacji, a nie „na zewnątrz", że podczas sesji przydadzą się notes i długopis.

Muszę podejmować szybkie decyzje, w jaki sposób pytanie będzie miało sens dla klienta i vice versa. Moje tłumaczenia mogą się różnić w zależności od tego, o co zapytał terapeuta.

Granice w kontaktach z klientami

Granice w relacjach tłumacz-klient są trudniejsze do zdefiniowania, ponieważ często klient pochodzi z tego samego obszaru socjokulturowego lub etnicznego co tłumacz, i osoby te mogły się ze sobą zetknąć także poza fundacją.

Mogą się pojawić uczucia, takie jak zazdrość, zawiść, podziw i oczekiwanie, które stawiają tłumacza w zupełnie innej pozycji niż rola lingwisty ułatwiającego proces komunikacji.

Klient może chcieć, by tłumacz stał się jego adwokatem i rozwiązywał problemy zupełnie niezwiązane z wizytą w fundacji. Klient może też zastanawiać się, czy tłumacz zachowa dyskrecję i nie zdradzi.

Nie łączy mnie z moimi klientami ani kultura, ani kolor skóry. Mogą mnie często uważać za dodatek do terapeuty. To ma zarówno zalety, jak i wady.

Zaletą jest to, że moja obecność uspokaja - nie stanowię zagrożenia, nie ma powodów, by sądzić, że należę do jakiejś wrogiej frakcji, co mogłoby powstrzymać klienta od wyjawienia jakiejś informacji lub kazać mu mieć się na baczności.

W wielu przypadkach moi klienci umyślnie i kategorycznie odmówili spotkań z lekarzami lub tłumaczami z własnego kręgu kulturowego.

Wadą jest to, że klient może mieć kłopot bądź nawet uznać za niemożliwe wyjaśnienie plemiennych lub lokalnych zwyczajów bez kulturowego wkładu swojego rodaka. Z tego powodu staram się jak najdokładniej zapoznać z informacją środowiskową, geografią, szczegółami polityki i ostatnimi wydarzeniami w kraju klienta.

W jednym przypadku nawiązałam bardzo mocne więzi z rodziną, z którą się szczególnie identyfikowałam. Byłam nie tylko ich tłumaczem podczas wielu wizyt w fundacji, byłam też u nich po pracy, razem ze swoimi dziećmi.