Czytelnia

Czy jest jednak rzeczywiście tak opłacalny pod względem różnicy w rezultacie? Czynnik ten często zależy od kontekstu i czasu.

Niektórzy tłumacze wydają się mieć duże problemy z ukończeniem swojego tłumaczenia, dlatego też przechodzą męczarnie perfekcjonizmu.

Trzymamy nasz twór w ręku do ostatniej chwili, a oddanie go w ręce klienta lub korektora jest stresującym momentem. Większość przykładów tego zjawiska jest wynikiem dwóch głównych przyczyn:

(a) perfekcjonizm: „Gdybym miał trochę więcej czasu, na pewno zrobiłbym to jeszcze lepiej".

Takiemu perfekcjonizmowi często towarzyszy obawa przed krytyką za jakieś niewielkie błędy lub niepowodzenia, a także nadmierna identyfikacja z  naszym tłumaczeniem, która powstrzymuje nas przed oddaniem go, nawet jeśli tłumaczenie nie jest aż tak perfekcyjne, jak byśmy tego chcieli. (To zjawisko wywodzi się z panującego przekonania, że jakość wymaga czasu (patrz Część 1);

(b) „niepewność": „Nie jestem zadowolony z wyników mojej pracy. Nadal są pewne kwestie, które muszę wyjaśnić"; czasami zanim poczujemy się na tyle pewni, by oddać tłumaczenie, potrzebujemy, by nasze rozwiązania zostały potwierdzone przez inne osoby, które naszym zdaniem są większymi ekspertami.

Jak więc widzimy, ważne jest, by dokonać rozróżnienia pomiędzy tłumaczeniem jako produktem a tłumaczeniem jako procesem, w wyniku którego ten produkt powstaje.

Kiedy oddajemy dokument i kończymy tłumaczenie, wówczas patrzymy na nie w inny sposób: chcemy odejść od procesu tłumaczenia, by móc spojrzeć na skończone tłumaczenie jak na produkt przeznaczony dla klienta.

Aby być zdolnym do wyprodukowania dokumentu w taki sposób, jaki został opisany, potrzebujemy pełnego dostępu do wszystkich naszych wewnętrznych zasobów i wiedzy.

Jeśli jako tłumacz spełniamy jedynie funkcję „katalizatora", łatwo jest utrzymać arsenał notatek, fiszek, dokumentów, książek i słowników, które pomogą nam w przekładzie.

Kiedy napotykamy nowe słowo, robimy fiszkę lub hasło słownikowe, zapisujemy skończony produkt jako źródło odniesienia w przyszłości. Ale te wszystkie źródła znajdują się poza nami.

Jeśli pracowaliśmy nad dokumentem w sposób dokładny i osobisty, wówczas proces zapisywania naszej wiedzy różni się od tego opisanego powyżej.

Jak możemy być pewni, że naprawdę przyswoiliśmy to, czego się nauczyliśmy? Jedynym pewnym sprawdzianem (pewnym, ponieważ odpowiedź nie jest naszym pobożnym życzeniem, a pochodzi z naszego ciała) jest poziom komfortu psychicznego, który umożliwia swobodne odłożenie dokumentu i wszystkiego, co jest z nim związane w momencie, gdy mamy go oddać.

Jeśli trzymamy się kurczowo zewnętrznych form, takich jak kopia tłumaczenia do zapisania jako źródło odniesienia w przyszłości, jak fiszki terminologiczne, to znak, że proces integracji jeszcze się nie zakończył.