Czytelnia

Założenia

Poprzez „założenie" nie rozumiemy reguł dotyczących rzeczywistości (zakładając, że X jest prawdą, zbadajmy funkcję Y) ale ukryte przypuszczenia, tworzone w pracy lub w życiu, które mylimy z pewnikami.

Podobnie jak w przypadku wykorzystywania układów odniesienia nacisk kładziony jest tutaj na bycie świadomym tego, co robimy.

Ważne jest, by ujawnić drugi rodzaj założeń, gdy się pojawiają, po to, by można było je zakwestionować. W przeciwnym razie uniemożliwiają one dostęp do innych opcji.

Często gdy problemy wydają się niemożliwe do rozwiązania, to jest to wina naszych założeń o rzeczywistości, które sprawiają, że nie dostrzegamy dostępnych opcji.

Na przykład, zasadniczym założeniem, które większość z nas czyni, jest to, że do tłumaczenia należy podejść w sposób linearny. Tekst wydaje się być szeregiem znaków, które tworzą słowo za słowem, zdanie za zdaniem...

Taki jest właśnie kierunek fizycznego aktu czytania, zaczynając od pierwszego zdania, nie przerywając, aż dojdziemy do samego końca. Zakłada się również, że w taki właśnie sposób zdają się działać programy do tłumaczenia automatycznego. Ale teksty nie są tak naprawdę podobne do sznura pereł.

W każdym tekście znajdują się wewnętrzne odnośniki do treści wcześniejszych i kolejnych (począwszy od prostych zaimków do powracających myśli tematycznych wyrażonych w powtarzających się kluczowych pojęciach).

Nie ma powodu, dla którego proces tłumaczenia tekstu nie mógłby przebiegać skokowo. W rzeczywistości większość z nas przyznaje, iż to jest właśnie to, co naprawdę robimy.

Podobnie, nie ma powodu, dla którego nie moglibyśmy przeczytać tekstu od początku do końca w kilku podejściach, podobnie jak malowanie ściany farbą do gruntowania, podkładem i ostatnią warstwą czy też jak przygotowywanie lasagne. To sposób podobny do tego, jaki wykorzystywany jest w programach do tłumaczenia automatycznego.

Powtórzmy zatem jeszcze raz: jeśli zapytamy, większość profesjonalistów przyzna, że pracuje właśnie w taki zygzakowaty sposób, np. pozostawia wyszukiwanie trudnych pojęć na drugie podejście i dokonuje przynajmniej jednego całkowitego przeczytania przed ukończeniem.

Gdyby nie to, wówczas większość tłumaczeń byłaby tłumaczeniami dosłownymi, słowo w słowo, zdanie w zdanie, które czytałoby się jak tłumaczenie wykonane przez program do tłumaczenia.

Sugerowaliśmy (sprawozdanie z warsztatów nr 1), że tłumacze mogą chcieć zacząć tłumaczenie od środka lub końca dokumentu bądź też poprzez przetłumaczenie w pierwszej kolejności tytułów i podtytułów, by zyskać ogólny zarys dotyczący tego, o czym jest dany dokument.

Co ciekawe, pojawienie się pamięci tłumaczeniowej i aplikacji typu workbench. W sposób naturalny stwarza/tworzy nowe sposoby obróbki tekstów właśnie według tego modelu, gdzie zaczyna się na przykład od fragmentów już przetłumaczonych w innych kontekstach, a następnie używa się innych narzędzi komputerowych przy kolejnych podejściach w całym tekście.