Czytelnia

Potęga słowa „nie”

Danilo i Vera Nogueira

tłum. Urszula Kawa

Źródło: www.accurapid.com

 To był prawdziwy dramat. Imiona, które przedstawię nie są prawdziwe, ale historia wydarzyła się naprawdę. Część z was może w niej uczestniczyła lub zna kogoś z bohaterów. Osoby dramatu: pan Ona – znany tłumacz i właściciel prestiżowej amerykańskiej Firmy Tłumaczeniowej Ay; były pracownik firmy oraz ponad 30 tłumaczy, wraz z autorami niniejszego artykułu.

W pewien przyjemny piątek…

Historia rozpoczęła się w piątkowe popołudnie, gdy ktoś z firmy Ay wysłał e-mail do kilku tłumaczy (włącznie z nami). Wiadomość zawierała informację, że mamy podpisać i wysłać do firmy Ay umowę o świadczeniu usług mającą regulować nasz stosunek pracy, począwszy od 15 września. Umowa nie podlegała negocjacjom, ale była zbyt jednostronna, aby ją podpisać, więc nasza dwójka postanowiła tego nie robić. Mogliśmy się obejść bez firmy Ay. Szczerze mówiąc, nie była ona dobrym klientem, nie stanowiła też przykładu dla innych firm.

Nie byliśmy pewni, czy inni tłumacze postąpią w ten sam sposób. Część osób podpisuje umowy, nie czytając ich. Inni uważają, że to „czysta formalność” i nikt nigdy nie będzie próbował wcielać ich w życie. Pozostali twierdzą, że muszą godzić się na wszelkie warunki narzucone przez firmę, wykonać zlecenie i modlić się, aby wszystko było w porządku.

Następnego dnia zaskoczyła nas ostra wiadomość skierowana do firmy Ay przez kolegę, który odmówił podpisania umowy i zażądał skreślenia go z listy usługodawców. Zrozumienie, dlaczego otrzymaliśmy tę wiadomość, zajęło nam trochę czasu. Nadawca oryginalnej wiadomości umieścił nazwy adresatów w polu kopia jawna zamiast w kopia ukryta, żeby, korzystając z funkcji „odpowiedz wszystkim”, wiadomość dotarła do całej grupy, a nie tylko do nadawcy pierwotnej wiadomości. Zrobił to przez pomyłkę czy celowo? Nigdy się nie dowiemy. Jednak na pewno uruchomił reakcję łańcuchową, z którą do tej pory się nie spotkaliśmy.

I tak to się zaczęło

Postanowiliśmy wystosować wiadomość w podobnym tonie, aby nie pozostawiać naszego kolegi w osamotnieniu. W sobotę rano kolejni tłumacze przyłączyli się do protestu, odmawiając podpisania umowy i żądając wykreślenia z listy usługodawców firmy Ay. Przy trzydziestu przestaliśmy liczyć. Większość gorzko narzekała, że firma zdecydowanie za dużo wymaga jak na agencję, której potrzeba bardzo dużo czasu, żeby zapłacić tłumaczowi, z czym całkowicie się zgadzamy. Firma Ay rzeczywiście nie była punktualnym płatnikiem.

W którymś momencie, pan Ona zwrócił uwagę na te zagmatwaną sytuację i napisał grupie uprzejmą wiadomość, w której przeprosił za niedogodność, poprosił o „pozbycie się” umowy, zareklamował firmę Ay jako znaczącą na rynku oraz zrzucił odpowiedzialność za spóźnienia w wynagrodzeniach na barki niezdolnych przygotować poprawną fakturę tłumaczy i na wzrost pracy biurowej spowodowanej rozwojem firmy. Ponadto twierdził, że nie zdążył przejrzeć umowy, zanim została wysłana i przyjął osobistą odpowiedzialność za całe zdarzenie.