Czytelnia

Po kilku latach praktyki największym zagrożeniem nie jest popełnianie błędów w terminologii, lecz poddawanie się zmęczeniu i znudzeniu. Istnieje szczególny rodzaj znudzenia, który może opanować tłumacza symultanicznego po wielu dniach praktycznie nieprzerwanej pracy, jak również przyjęć trwających do późnych godzin nocnych, pełnych cholesterolu i dużej ilości alkoholu.

Kiedy już się wydaje, że można bezpiecznie przejść na autopilota, jakiś delegat postanawia wtrącić coś kontrowersyjnego, co wywołuje lawinę ciętych odpowiedzi. Jeśli coś takiego się wydarzy, człowiek zaczyna marzyć o filiżance kawy zamiast tradycyjnego dzbanka z zimną wodą.

Technologia dźwięku, cały czas ulepszana, może się okazać zarówno dobrodziejstwem, jak i przekleństwem. Pikantne komentarze, nawet z potencjalnie wyłączonymi mikrofonami, są ściśle zakazane.

W jednym z zapamiętanych przez mnie przypadków mój kolega skomentował głębokość dekoltu jedynej pani delegat na konferencji o „Bezpieczeństwie w Środowiskach Morskich”. Mikrofon był jednak włączony i komentarz ożywił nudne obrady. Tłumaczowi nie podziękowano za jego wkład w dyskusję – w zamian dostał reprymendę od organizatorów.

Różne szkoły tłumaczenia nalegają na różnicowanie „bezpiecznego dystansu”, jaki tłumacz musi zachować w stosunku do klienta, przekładając symultanicznie, by uniknąć błędów.  Jednakże pojawia się uczucie podniecenia, gdy jest się tak pewnym swych możliwości, że można trzymać się tylko ułamek sekundy za mówcą, prawie łamiąc „barierę dźwięku’”.

Należy się stanowczo opierać pokusie wyprzedzania słów mówcy, nieważne jak silna by ona była. Każda próba sprzeciwienia się lingwistycznej grawitacji i zaspokajania swoich zdolności czytania w myślach zazwyczaj doprowadza do katastrofy.

Obserwowanie sławnych lub wpływowych ludzi w prywatnych, nierozważnych interakcjach z ludźmi z ich środowiska pozwala przejrzeć na oczy. Człowiek uświadamia sobie, że nie tylko są oni zwykłymi ludźmi, lecz nawet bywają „zbyt ludzcy”.

Istnieje znana (i apokryficzna) opowieść o tym, że rozporek Stalina był rozpięty podczas spotkania z Rooseveltem. Gdy gospodarz dyskretnie zwrócił mu uwagę, że „jego ptaszek zaraz wyleci z gniazda”, Stalin, wyglądając na zażenowanego, powiedział, „Niestety, tylko dwa jajka zostają w gnieździe”.

W czasie pierwszego satelitarnego połączenia na żywo pomiędzy Kongresem Stanów Zjednoczonych a Radą Najwyższą ZSRR w latach 80. bardzo pouczające było oglądanie w telewizji przemysłowej uczestników podczas przerw reklamowych.

Amerykanie wciąż próbowali nawzajem się przechytrzyć, a Sowieci wykorzystywali ten czas, by wypracować wspólną linię obrony. Sowieci nawet zawczasu informowali Amerykanów o ilości „spontanicznych komentarzy”, których należy się z ich strony spodziewać, nawet nie zastanawiając się, że takie reżyserowanie może szkodzić.