Czytelnia

Tylko tak przygotowany tłumacz będzie zdawał sobie sprawę z tego, że nie może podczas tłumaczenia opisu turnieju zignorować nazwy klubów. Rozważmy przypadek Liverpoolu grającego z Red Star Belgrade w Mistrzostwach UEFA.

Czy w tym wypadku klub z Serbii mógłby nazywać się Red Star Belgrade? Oczywiście, że nie. On nazywa się „Crvena Zvezda" (zbieżność nazwy „Red Star" i nazwy zespołu serbskiego jest przypadkowa).

Anglicy przetłumaczyli nazwę tego klubu po to, by była ona łatwiejsza do zrozumienia. I z czasem stała się wyrażeniem idiomatycznym. Podobnie w Brazylii nazwa tego klubu funkcjonowała przez dziesiątki lat jako „Estrela Vermelha", nawet wtedy, gdy zespół wygrał mistrzostwa europejskie w latach osiemdziesiątych. Ale czytelnik nie zdawałby sobie nawet z tego sprawy, gdyby nie czytał o tym w nowościach sportowych.

I w końcu dochodzimy do ostatecznego wniosku, że nie ma czegoś takiego jak idealne tłumaczenie. Myślę, że gdyby wziąć pod uwagę dwóch specjalistów posiadających podobny zakres wiedzy z dziedziny piłki nożnej, to ich opinia na temat tłumaczenia danego terminu lub pozycji, na jakiej znajduje się dany zawodnik na boisku, będzie się różniła.

Jednakże na pewno dojdą do porozumienia w kwestii tego, że tłumaczenie powinno zawierać precyzyjne i pełne informacje. Piłka nożna to bardzo opłacalny interes i dlatego tłumaczenia w tej dziedzinie nie mogą odbiegać od standardów.