Czytelnia

Oby neuronom nigdy nie znudziły się nowe wyzwania

Steve Vlasta Vitek

tłum.: Magdalena Szczurek

Źródło:

 

The mystery does not get clearer by repeating the question,
nor is it bought with going to amazing places.

Until you’ve kept your eyes and your wanting still for fifty years,
you don’t begin to cross over from confusion.

(Perski poeta Rumi, urodzony w 1207, tłumaczenie na język angielski Coleman Barks)

Mam teorię, że niektórzy ludzie to urodzeni tłumacze. Ci szczęściarze przychodzą na świat z naturalnym zaciekawieniem dotyczącym języków obcych. W rezultacie w przyszłości zostają tłumaczami lub nauczycielami, tak jak interesujący się liczbami czy zwierzętami zostają matematykami albo weterynarzami.

Pamiętam, że byłem bardzo zaciekawiony pierwszym językiem obcym, którego zacząłem się uczyć – był to rosyjski, a ja chodziłem wtedy do czwartej klasy. Rosyjski był językiem obowiązkowym w komunistycznej Czechosłowacji, gdzie dorastałem. Za nic nie mogłem zrozumieć, dlaczego używa się śmiesznego alfabetu cyrylickiego i dodaje się dziwne końcówki do wyrazów, które w języku czeskim mają całkiem inne znaczenie.  Dla mnie rosyjski był zabawny, nie wymagał zbyt wiele nauki, bo większość słów była zrozumiała nawet dla czeskiego dziecka.

Gdy zacząłem uczyć się języka francuskiego w szkole średniej, zakochałem się w nim po uszy. Zacząłem czytać uproszczone francuskie książki dla dzieci, publikowane przez Ministerstwo Edukacji w Moskwie. Były to książki Julesa Verne’a, Alexandra Dumas i innych francuskich autorów. Z tyłu miały słowniczek francusko – rosyjski.

Moją ulubioną radiostacją była France International (lub „France-Inter”), którą było łatwo złapać i dobrze słychać w Europie Środkowej. Miałem wtedy 16 lat i wiedziałem, że języki obce staną się największą pasją mojego życia. Poza francuskim, łaciną i rosyjskim, których uczyłem się w szkole średniej, sam uczyłem się również niemieckiego i angielskiego.

Wziąłem się poważnie za język rosyjski, kiedy jako nastolatek odkryłem jego tajemnicze piękno. Wówczas myślałem, że najfajniejszym językiem jest łacina, bo chociaż już nie używana, ludzie wciąż się jej uczyli. Wszystko brzmiało tak szlachetnie po łacinie. „This town is pretty” jest zwykłym zdaniem, ale gdy to samo powiemy po łacinie “hoc oppidum pulchrum est” ma to wówczas bardzo dostojny wydźwięk.

Chłopak mojej siostry dał mi Nowy Testament po łacinie; przeczytałam go razem z czeską wersją, gdy miałem 17 lat. Taka łacina była bardziej zrozumiała niż fragmenty klasyków, które czytaliśmy w szkole. Gdy miałem 16 lat spędziłem wiosnę we Wschodnich Niemczech na wymianie uczniów z liceum, a gdy miałem lat 18, pojechałem na podobną wymianę do Francji.