Czytelnia

Przez te wszystkie lata od 1987 do 1993, miałem okazję poznać mnóstwo tłumaczy japońskiego i innych języków w Bay Area, głównie dzięki spotkaniom organizowanym przez Dona (na stronie http://www.jai2.com/dlpivu1.htm upamiętniającej Dona Philippi znajdują się trzy wywiady z nim. Zostały one przeprowadzone przez Freda Schodta w 1984 roku).

Pod wpływem Dona, zacząłem specjalizować się w tłumaczeniu japońskich dokumentów patentowych z dwóch bardzo ważnych powodów: 1. Jest ich wiele, i 2. Ktoś to musi robić. Tłumaczyłem kilka patentów (głównie z japońskiego, ale także z niemieckiego, czeskiego i francuskiego) na tydzień, do roku 1987 przetłumaczyłem ich z tysiąc.

Niektóre z nich zostały wysłane do mnie przez firmy prawnicze w Bay Area i innych miejsc w Stanach Zjednoczonych. Biuro z Tokio przesyłało mi raz na rok, materiały z Japońskiego Biura Patentów (Japan Patent Office). Tłumaczyłem stronę internetową JPO z interesującą historią rozwoju własności intelektualnej systemu patentowego w Japonii.

Duża firma patentowo-prawnicza z San Francisco sprawiała, że byłem zajęty przez dobry rok (tak jak zajęty jestem i w tym roku) pudełkami japońskich patentów, które najpierw przeszukiwałem i identyfikowałem w biurze w San Francisco.

Niektórzy ludzie to urodzeni tłumacze, tak jak inni to urodzeni malarze, architekci i gracze w tenisa. Chociaż niektórzy przychodzą na świat z tym wyjątkowym talentem, stosunkowo niewielu jest w stanie go w sobie odnaleźć i wykorzystać w pełni.

Ci, którzy go odkryją, a później będą ciężko nad nim pracowali, w rezultacie odniosą sukcesy w tej dziedzinie, ale co ważniejsze, w przeciwieństwie do ludzi, którzy budzą się rano i idą do pracy, by móc opłacić rachunki, ich praca będzie sprawiała im przyjemność.

Być może byłem tłumaczem w innym wcieleniu. Być może byłem skrybą tłumaczącym Biblię z aramejskiego lub Świętym Augustynem tłumaczącym z łaciny, używając gęsiego pióra i kałamarza w jakimś kraju Europy Wschodniej.

Gdy zamykam oczy, dostrzegam ciemną, zakurzoną jaskinię, w której tłumaczyłem i czuję zapach migoczącej świeczki, tak wyglądało moje biuro tysiąc pięćset lat temu. Współczesne święte teksty dla mnie to patenty i naukowe papiery, które są na początku każdego nowoczesnego wynalazku, bankomatów, modemów i telefonów komórkowych oraz przekazów satelitarnych i stacji telewizyjnych.

Dzięki znajomości rosyjskiego, francuskiego, łaciny i dzięki nauczycielom przedmiotów ścisłych z mojego liceum, a także wykładowcom z japońskiego, Donowi Philippi i innym ludziom, którzy pokazali mi drogę, talent, z którym się urodziłem nie został zaprzepaszczony w pracy od 9 do 17. Chciałbym tylko, żeby moje dzieci miały tyle szczęścia, co ja i na ich drodze pojawili się podobni nauczyciele i przyjaciele.

Większość patentów, które obecnie tłumaczę dotyczy głównie jednego problemu: jak zmieścić więcej obwodów i półprzewodników w niewielkim komputerowym chipie. Wydaje się, że nie ma żadnych ograniczeń w miniaturyzacji obwodów dla mechaników projektujących chipy pamięciowe. Malutki komputerowy chip może mieć nieskończoną ilość miejsca, jeśli tylko wiesz, jak odpowiednio ustawić wszystkie jego elementy.