Czytelnia

W słusznej sprawie, a nie dla celów komercyjnych

Wiele ludzi chce, aby tłumacz pracował za darmo, albo za niską stawkę w szlachetnym celu. Zanim się na to zgodzisz, dowiedz się, kto pracuje za darmo. Nie dziw się, jeśli okaże się, że tylko ty.

Są i tacy, którzy chcą, abyś tłumaczył teksty związane z ich pracą naukową za marne grosze, ponieważ nie powstają one w celach komercyjnych. W istocie, ich cel nie ma charakteru komercyjnego tylko ekonomiczny. To znaczy, ktoś wybiera się na studia za granicą albo pisze doktorat, żeby mieć w przyszłości większy dochód, i prawdopodobnie tak się stanie. Jest to swojego rodzaju inwestycja. Często jest to inwestycja czasu i pieniędzy: ktoś wydaje mniej pieniędzy na piwo, a więcej na książki, poświęca mniej czasu na włóczęgę, a więcej na literaturę. Jest to rezygnacja z przyjemności teraźniejszych na rzecz przyszłych.

Postępowanie takie wydaje się słuszne. Jednak jeśli udzielisz rabatu takiemu klientowi, poświęcisz swoją teraźniejszą przyjemność na rzecz jego przyszłego sukcesu. Teraz proszę o chwilę przerwy.

Wszystko dla rabatu

Klienci są gotowi zrobić wszystko, żeby otrzymać rabat. Pewnego razu klient poprosił mnie o przekład gigantycznego raportu w ciągu weekendu. Podałem mu stawkę podwyższoną o 50%, ponieważ miałem mało czasu na przetłumaczenie tekstu. Klient był zaskoczony i wyznał, że oczekiwał rabatu, a nie konieczności uiszczenia dodatkowej zapłaty. Przecież w ciągu dwóch dni mógłbym zarobić dużo pieniędzy.

Często klienci proszą mnie o zniżkę, tłumacząc, że zlecenie jest bardzo łatwe – dla zasady nigdy ich nie udzielam. Czy któryś z klientów jest gotów zapłacić więcej, jeśli zlecenie jest trudne? Poza tym, na jakiej podstawie można stwierdzić, że tekst jest naprawdę łatwy? Ale powiedzmy, że to jest w porządku. Jednak kiedyś klient poprosił mnie o rabat, ponieważ tekst był trudny. Stwierdził, że tłumaczenie to da mi okazję do nauczenia się wielu nowych rzeczy, jak również do nabycia wiedzy, którą wykorzystam w przyszłości.

Jako podsumowanie

Mógłbym mówić o tym bez końca, ale wszystko ma swoje granice, również długość tych artykułów. Jednak wydaje mi się, że powinienem powiedzieć parę słów na temat najgorszego ze wszystkich rabatów: rabatu, który uzyskuje klient, mimo że nie wyrażacie na niego zgody.

Jeśli klient prosi o rabat, a wy się zgadzacie, jest to według mnie w porządku. Są jednak klienci, którzy mają w zwyczaju zaakceptowanie pewnej kwoty, a później zwlekają z płatnością przez kilka tygodni lub miesięcy. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że jeśli klient zgadza się zapłacić 30 stycznia, a płaci 15 marca, oznacza to, że wymógł on na was 45-dniową pożyczkę? Pożyczył pieniądze, z którymi może robić, co zechce, zamiast pójść do banku, tylko dlatego, że banki pobierają odsetki. Tak naprawdę, jeśli wycenicie odsetki, jak również inne opłaty bankowe oraz koszty wzajemności, będzie wtedy jasne, że spóźnieni płatnicy, bez względu na sposób ich działania, wyłudzają od was ogromny rabat.

Takie postępowanie jest nieuczciwe i trudno dać sobie z nim radę. Po siedmiu dniach przypominasz klientowi o zwłoce. Ten nie odpowiada. Wysyłasz mu kolejne upomnienie i nadal nic. Dzwonisz do biednej kierowniczki ds. produkcji i urządzasz jej awanturę. Nic nie jest w stanie zrobić, do jej zadań nie należy załatwianie płatności, ale zobaczy, czy może ci jakoś pomóc. Kilka dni później przychodzi od niej list, ale pieniędzy wciąż nie widać. I tak bez końca. Przepraszanie, tłumaczenie się, obiecywanie, że już nigdy więcej taka sytuacja się nie powtórzy. Ale to wszystko nie ma końca. W niektórych biurach takie praktyki są na porządku dziennym. A gdy zwraca się im uwagę, udają, że została urażona ich duma i starają się zrobić wszystko, aby było ci wstyd. Wiecie, jak wygląda sytuacja.

Dlatego też zawsze warto szukać lepszych klientów. Znajdźcie sobie uczciwego klienta, który płaci w terminie za wykonane na czas tłumaczenie, a oszustom powiedzcie mam was gdzieś.