Czytelnia

Pierwsza praca

Niektórzy proszą również o promocyjny rabat z tytułu pierwszego zlecenia. Nigdy nie udzielam takich zniżek. Gdy to zrobisz, albo nie otrzymasz kolejnego tekstu do tłumaczenia, albo klient spyta, dlaczego tym razem chcesz aż 10 dolarów za słowo, skoro ostatnio brałeś tylko 8.

Nie udzielam również rabatów stałym klientom. Są one po prostu śmieszne. Czy ktoś proszący o rabat stałego klienta otrzymuje co roku niższą pensję w firmie, w której pracuje? Pewnego dnia ktoś poprosił mnie o taką zniżkę. Za kogo on mnie wziął? Za linie lotnicze?

Rabaty z tytułu wielkości zamówienia

Nie udzielam też rabatów z tytułu wielkości zamówienia. Stanowią one bardzo poważny problem. Za ich udzielaniem przemawia fakt, że zleceniobiorca zarabia na ekonomii skali, co jest korzystne również dla klienta. Jednak w przypadku tłumaczeń rzadko tak się zdarza. Chyba że tłumaczy się tekst pełen powtórzeń, stosując programy komputerowe wspomagające pracę tłumacza, w innym wypadku nie przynosi to żadnych korzyści. Długi tekst wymaga wiele pracy, aby był spójny, to z kolei zwiększa poniesione koszty i szczerze mówiąc, należy się za to dodatkowa zapłata

Poza tym, w przeciwieństwie do powszechnej opinii, duże zlecenia stanowią zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa finansowego, ponieważ sprawiają, że nie dbamy należycie o pozostałych klientów. Gdy skończysz, przekonujesz się, że harowałeś jak wół, zarobiłeś niewiele i straciłeś pozostałych klientów. Niezbyt ciekawa to perspektywa.

Pojawia się również problem zależności od klienta: każdy klient, który przez ponad kilka miesięcy stanowi więcej niż 10% twojego dochodu zagraża twojemu bezpieczeństwu finansowemu. Jeśli klient przeziębi się, ty dostajesz zapalenia płuc. Przytrafiła mi się kiedyś taka sytuacja: miałem bardzo poważnego klienta, jednak władze firmy nadzorującej powołały nowego szefa, który nawiązał kontakt z innym tłumaczem. Zadzwonił on do mnie do pracy i powiedział: niech Pan/Pani zapomni o tym zleceniu: teraz mamy tłumacza na stałe. I rzeczywiście tak było.

Nowy tłumacz nie był dobry: powolny, skłonny do pouczania innych w zakresie gramatyki języka angielskiego i portugalskiego. Po dwóch miesiącach, okazało się, że miał dużo zaległości w pracy i kilku wrogów. Dlatego też firma ponownie zgłosiła się do mnie, prosząc o rabat, jako że mieli zatrudnionego na stałe tłumacza, który pracował za mniejsze pieniądze, a ja, w ich mniemaniu, oczywiście szukałem więcej zleceń. W takich sytuacjach często podejmuję pochopne decyzje i mogę po prostu wyjść bez słowa, z obawy, że cokolwiek powiem, jeszcze bardziej pogorszy sytuację. Mój plan i tym razem się powiódł: klient ponownie do mnie zadzwonił z przeprosinami i zaproponował mi współpracę na moich warunkach.

Szczęśliwe zakończenie, można by powiedzieć, niestety nie zawsze tak bywa. Najważniejsze jednak, że wyciągnąłem wnioski na przyszłość.

Rabaty z tytułu wielkości zamówienia przy drugim zleceniu

Muszę jednak przyznać, że udzielanie rabatu z tytułu wielkości zamówienia ma sens. Sprawdza się to w wielu branżach, w których czas rozruchu jest długi, a zyski bardzo wysokie. Spytajcie o to jakiegokolwiek drukarza. Jednak w naszej branży to się nie opłaca. Klienci mogą o tym wiedzieć lub nie, ale i tak będą prosić o rabaty z tytułu wielkości zamówienia tylko dlatego, że zazwyczaj się tak robi i często są one udzielane.

Wiele biur tłumaczeń idzie o krok dalej i prosi o rabaty z tytułu wielkości całego zlecenia, które oferują, a nie części, która nam przypadnie do tłumaczenia.Wyobraź sobie, że dzwoni do ciebie biuro tłumaczeń i prosi o rabat, ponieważ zlecenie jest duże i obejmuje kilka języków. Jednak ty będziesz miał oczywiście niewielki udział w tym projekcie, będziesz tłumaczył tylko w ramach jednego języka. Dlaczego miałbyś więc udzielić zniżki z tytułu wielkości całego zlecenia?