Czytelnia

Jeżeli to założenie okazałyby się prawdziwe, to tłumaczenie nie byłoby już problemem, MT mogłoby być zastosowane w tekstach wszelakiego rodzaju, nie istniałaby potrzeba prowadzenia studiów dla przyszłych tłumaczy, ATA (American Translators Association- Amerykańskie Stowarzyszenie Tłumaczy) oraz  Translation Journal okazałyby się zbędne. 

Nawet bez MT przyszli tłumacze z jakiegokolwiek języka i na jakikolwiek język potrzebowaliby tylko podłączyć się do „uniwersalnego wzorca mentalnego, na którym się opierają" i bez problemu stworzyliby perfekcyjne tłumaczenie w myśl zasady, że „wszystkie umysły są takie same".

Jak jednak wszyscy wiemy, tłumaczenie rzadko przebiega w ten sposób. W 1530 roku Martin Luter uskarżał się:

Często zdarzało się nam, że szukaliśmy i pytaliśmy o jedno słowo przez 14 dni, a nawet przez trzy albo cztery tygodnie, i w przeciągu tego czasu nie znajdowaliśmy go11.

Dr Brown dużo dokładniej bada zależności pomiędzy językiem i myślami oraz zadaje sobie pytanie, czy mieszkańcy Zachodu mogą mieć nadzieję na zrozumienie języka chińskiego bez akceptowania założeń kulturowych stosowanych naturalnie przez wielu Chińczyków.

Łączy znaki chińskie z taoizmem, konfucjanizmem i filozofią buddyjską, uwzględniając również kuchnię i historię Chin. A jako że pochodzi ze środowiska medycznego, jego główną dziedziną badań i porównań wkrótce zostaje tradycyjna chińska medycyna.

To właśnie tu odkrywa ogrom słownictwa nazywającego takie procedury diagnostyczne i sposoby leczenia, które nigdy nie przedostały się i prawdopodobnie już nie przedostaną się do języka angielskiego. Podsumowuje swoje odkrycia na początku rozdziału 6:

Założyłbym, że połączenie pomiędzy językiem i myślami sięga korzeniami gdzieś do filozofii antycznej medycyny chińskiej. Dla zdrowia swoich pacjentów, lekarze stworzyli skomplikowany, całkowicie niezależny od medycyny zachodniej system fizjologii, patologii i leczenia. Ten system rządził się swoją własną logiką [...]

Poczucie presji, które odczuwa wiele krajów w dziedzinie komputeryzacji, nie rozszerza się na terminy chińskiej medycyny, nawet jeśli jest to korzystne dla naszego zdrowia, i nawet jeśli ludzie z Zachodu byli szkoleni w niej przez dziesięciolecia, a w przeciągu kilku ostatnich lat akupunktura, taili i salony qigong zdają się wyrastać na każdym rogu.

Podczas gdy ledwie dwie dekady temu, nie z powodu sprzedawania ziół, ale właśnie z powodu wykonywania akupunktury na ich zapleczach, w Chinatown w Nowym Jorku masowo zamykano małe sklepy zielarskie, dzisiaj na terytorium całego kraju wyrosło ponad 50 licencjonowanych przez państwo szkół akupunktury i medycyny chińskiej.

Używana w nich terminologia, jak wskazuje dr Brown, nie ma dużo wspólnego z zachodnim językiem medycznym. Oto jak Steven Pinker wyjaśnia, jak to słownictwo i koncepty łączą się z „uniwersalnym wzorcem mentalnym, na którym się opierają":