Czytelnia

W oczach większości terminologów i tłumaczy ta nagonka była naiwna. Zjadliwe, a nawet osobiste ataki na Whorfa są często spotykane w publikacjach szkoły językoznawczej MIT-u i nawet to, co Steven Linker powiedział o polepszaniu się produktu końcowego „maszyn tłumaczeniowych", nie jest wyjątkiem, a można się o tym przekonać na dziewięciu stronach jego książki The Language Instinct.

Spowodowane jest to tym, że stanowisko Whorfa (precyzyjniej, hipoteza Sapir-Whorfa) stwierdzające, że język może mieć wpływ na kulturę, jest wciąż w sprzeczności z mglistym poglądem MIT-u mówiącym o „uniwersalnym wzorcu mentalnym", na którym opierają się wszystkie języki, oraz o tym, że „wszyscy mamy podobne umysły".

Przedstawiciele MIT-u wielokrotnie oskarżali Whorfa o twierdzenie, iż w językach Inwit istnieje wiele słów na określenie „śnieg", ale ich własne publikacje bronią w zasadzie tego samego poglądu, że w języku arabskim jest wiele słów na określenie „wielbłąd"14.

Tu ponownie logika jest prosta: roszczenia do „określeń śniegu" są popierane poprzez głównego przeciwnika szkoły MIT-u, Beniamina Lee Whorfa. Roszczenia do „określeń wielbłąda" są popierane przez innego naukowca, który nie ma większego znaczenia dla językoznawców z MIT-u.

Na końcu należy uznać za logiczne to, że dany język będzie miał więcej określeń w dziedzinach, które są najważniejsze dla jego użytkowników, na przykład angielski ma bogate słownictwo w branży samochodowej.

Podsumowując, Belda Medina i terminolodzy z Hongkongu posuwają się w dobrym kierunku, dokładając wszelkich starań w szukanie jak najdokładniejszych tłumaczeń dla terminologii komputerowej.

Ale w technologii komputerowej dokonał się już ogromny przewrót, a nie wiemy, ile jeszcze generacji pojęć z różnych dziedzin kryje się za horyzontem, ile nowych generacji sprzętu, możliwe, że nawet niewyobrażalnych teraz urządzeń, każde z nich z własnym oprogramowaniem językowym.

Mogą pojawić się nieprzewidywalne rewolucje w myśleniu, dając początek całkowicie nowemu nazewnictwu, którego nie potrafimy sobie jeszcze wyobrazić.

Ucząc się z historii, wiemy, że wszystkie te zmiany mogą być tak przytłaczające, że są w stanie ograniczyć naszą obecną terminologię ze wszystkich dziedzin do niczego więcej jak martwego języka. W ten oto sposób nawet elementy tej recenzji mogą stać się trudne do zrozumienia w przeciągu tak krótkiego czasu jak sto lat od dnia dzisiejszego.

W naszym „zarządzaniu" słownictwem możemy rzeczywiście mieć do czynienia z niekończącym się zadaniem, takim jak malowanie Mostu George'a Washingtona, gdzie to po skończeniu malowania po stronie New Jersey, malarze muszą zaczynać pracę po stronie Nowego Jorku.

Tworzenie nazw nie ma końca, tak samo jak nie mają końca wynalazki, które się do tego przyczyniają. Na poparcie tego argumentu przytoczymy pewien cytat: to, z czym się dzisiaj spotykamy nie jest wcale do końca nowym problemem.

Jak napisał w 1268 roku Roger Bacon: Musimy być świadomi tego, że tłumacze nie mają w języku łacińskim słów potrzebnych do tłumaczenia prac naukowych, ponieważ nie powstały one po raz pierwszy w tym języku. Z tego też powodu używają bardzo dużo słownictwa pochodzącego z innych języków15.