Czytelnia

Nieważne, czy jesteś stary czy młody, biały czy czarny, mężczyzną czy kobietą. Brzmi to jak idealna definicja demokratycznego miejsca pracy, prawdziwa merytokracja. Z tego co wiem, środowisko pracy nawet w najbardziej demokratycznych krajach, na przykład w U.S.A., jest w dalszym ciągu bardzo dyskryminacyjne.

Poniżej przedstawiam wytłumaczenie Davida H. Greenberga mówiące o sprawach sądowych dotyczących dyskryminacji w pracy. Greenberg jest adwokatem specjalizującym się w tego typu sprawach w U.S.A. Sam fakt, że są tacy prawnicy mówi sam za siebie:

"Do tej pory, sądy pozwalały pracodawcom na dyskryminację ludzi ze względu na długie włosy czy zarost na twarzy (z wyjątkiem noszonych ze względów religijnych), wagi (chyba, że spowodowana przyczynami zdrowotnymi), czy dlatego że pracodawca chce zatrudnić czy awansować członka swojej rodziny. Według prawa, pracodawca może odmówić zatrudnienia osoby ze względu na zbyt młody wiek, ale nie dlatego, że jest zbyt stara (powyżej 40. roku życia).

Żaden z podanych przykładów nie jest prawnie chroniony. Innymi słowy, jeśli powód dyskryminacji nie jest dosłownie podany w aktach prawnych, to pracownik nie jest ochroniony przed takimi aktami dyskryminacji. W takim przypadku, jeśli szef cię nie lubi, a nie wiesz, dlaczego lub powód dyskryminacji nie jest prawnie chroniony, to może cię zwolnić lub odmówić zatrudnienia z tego właśnie powodu."

Jednakże nie dotyczy to profesjonalnych, niezależnych tłumaczy w świecie Internetu. Możesz mieć zarost czy cuchnący oddech i dostać pracę. Jeśli szef cię nie zna, nie zwolni cię - będzie cię oceniał po jakości twojej pracy.

Tak więc gratuluję wszystkim niezależnym tłumaczom wybrania najbardziej demokratycznego z zawodów na świecie. Teraz problemem pozostaje tylko fakt, że musisz być tak dobry jak pozostali tłumacze w sieci lub nawet lepszy od nich. Ale to już temat na inny artykuł.