Czytelnia

Korekta – uczta dla myśli
Nick Somers

tłum. Izabela Wójtowicz

 

Każdy tłumacz, który osiągnął wiele w swoim fachu, w pewnym momencie powinien postawić sobie pytanie, czy przyczynił się do tego, by następne pokolenia właściwie wykonywały ten zawód. Innymi słowy, czy pozwoliliśmy nowicjuszom doskonalić umiejętności, starając się jednocześnie, by brak doświadczenia w tej dziedzinie nie wpłynął negatywnie na wykonywane przekłady.


Odpowiednia praktyka w biurze tłumaczeń może umożliwić każdej początkującej osobie udoskonalenie wiedzy teoretycznej. Odbywa się to na dwa sposoby: poprzez zasypywanie przyszłego tłumacza ogromem tekstów lub stopniowe wtajemniczanie go, czyli tzw. prowadzenie za rękę. Należy dodać, że ten drugi sposób przynosi lepsze efekty.

Popularną formą dokształcania przyszłych tłumaczy lub korektorów jest właściwa organizacja pracy. Odbywa się to w następujący sposób. Tłumacz przekłada dany tekst, następnie jest on analizowany przez korektora. Gdy tekst zostanie poprawiony, wraca do tłumacza, który, patrząc na naniesione poprawki, ma szansę je przeanalizować, zastanowić się nad popełnionymi błędami i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Dlaczego warto praktykować tę formę doszkalania? Z punktu widzenia korektora jest ona bardzo czasochłonna i nie zawsze pozwala obiektywnie ocenić dany tekst. Nie jest to jednak do końca zgodne z prawdą. Korektorzy niechętnie wyjaśniają, dlaczego wprowadzili taką czy inną poprawkę w tekście. Nie są też skorzy przyznać się do popełnionego błędu, tak samo jak tłumacze boją się podjąć przekładu jakiegoś tekstu ze względu na odpowiedzialność, jaka na nich spoczywa.

Przyjmijmy, że nie ma już korektorów, którzy mają takie poglądy. W tej sytuacji niezmiernie cenne byłoby, gdyby korektor usiadł razem z tłumaczem nad wykonywanym przekładem i szczegółowo przeanalizował dany tekst. Z jednej strony każdy tłumacz potraktowałby to zapewne jako wartościowe i owocne doświadczenie, z drugiej zaś między tłumaczem a korektorem zawiązałyby się zbyt przyjacielskie stosunki.
Istnieje jednak coś znacznie ważniejszego, co nakłoniło mnie do napisania tego krótkiego artykułu. Tłumacz i korektor tak naprawdę korygują się nawzajem. Ich położenie nie jest jednak równorzędne. Jeżeli założymy, że jedna ze stron jest na pozycji pierwszorzędnej, wtedy korzyści mogą być różnorodne.

 

  1. Każde tłumaczenie, bez względu na to, czy jest wykonane przez nowicjusza, czy zawodowca w tej dziedzinie, można udoskonalić. Osoby początkujące już na wstępie powinny otrzymywać właściwie skorygowane teksty, by mogły sumiennie przygotować się do pracy tłumacza i poznać fachowe słownictwo, ponieważ to dzięki ich nowym, czasami nawet błędnym pomysłom, tłumaczenia mogą wciąż tętnić życiem.
  2. Przyszły tłumacz może nauczyć się czegoś na temat zasad wprowadzania poprawek lub podjąć decyzję, czy proponowana wersja przekładu jest właściwa, nawet jeśli w pełni się z nią nie zgadza. Może również ocenić, czy tekst docelowy nie odbiega zbytnio od tekstu wyjściowego. Powyższe pytania różnią się od tych, które pojawiają się w początkowej fazie przekładu, podczas której przyszły translator często skupia się na przetłumaczeniu pojedynczych słów czy pojęć.