Czytelnia

Idzie jak z płatka (z przeprosinami dla Stephena Sondheima)

Bernie Bierman

tłum. Karolina Kondrak

Źródło:

 

Często zastanawiam się, czy przywódcy (że użyję tak wzniosłego nazewnictwa) licznych organizacji tłumaczy w tym państwie żyją w jakimś błogosławionym kraju mlekiem i miodem płynącym, kraju obfitującym w piękne, pachnące kwiaty i potoki nieskazitelnej wody, kraju słońca i uśmiechu, gdzie chmura nieba nigdy nie przesłoni. Jeśli taki kraj mlekiem i miodem płynący istnieje, to bez dwóch zdań chcę tam trafić.

Faktycznie, można dotrzeć do tego słonecznego kraju dzięki licznym publikacjom wydawanym przez owe mnogie organizacje tłumaczy.

Tam też gość z bardziej przyziemnego świata translacji zostanie nakarmiony miodem i łakociami takimi jak „Program pomocy szkole", „Promowanie translacji w szkołach" czy „Przekład na hiszpański podań na studia w USA".

A jeśli nie zaspokoi to łaknienia, można delektować się smakowitymi winogronami takimi jak „Doktoryzacja w dziedzinie translacji na Uniwersytecie Stanowym w Kent" lub „Poglądy lingwisty na temat tłumaczenia".

Lecz w mniej eterycznych, popularnych miejscach cyberprzestrzeni często odwiedzanych przez tłumaczy, którym gorzej się powodzi, czyli przez „motłoch" skazany na życie w brutalnym, prawdziwym świecie translacji, często poruszanym tematem jest zmniejszający się przychód wywołany globalizacją.

Mówi się też o zapowiadanej wydajności przekładów wspomaganych komputerowo, które to nie przekładają się na wzrost zdolności zarobkowej, ale na jej znaczny spadek.

Kolejny temat to dominacja na rynku usług tłumaczeniowych (znanym również jako przemysł agencji tłumaczeniowych) biznesowych geniuszy w dziedzinie marketingu, którzy mieliby jednak wielkie trudności ze zrozumieniem słowa bonjour lub guten abend, nie wspominając już o pojmowaniu procesu translacji.

W tejże cyberprzestrzeni mówi się też ciągle o innych problemach realnego świata, którymi owi czcigodni przywódcy naszych profesjonalnych społeczności i związków nie muszą zaprzątać sobie swych główek.

Wszak w kraju mlekiem i miodem płynącym drobnostki takie jak gospodarka, działalność handlowa, przychody i wydatki nie mają żadnego znaczenia. W świecie profesjonalnego mleka i miodu, profesjonaliści nie brudzą sobie rąk kwestią pieniędzy.

Wizyta w jednym z wyżej opisanych miejsc w sieci to okazja do zaznajomienia się z brutalną gospodarką i demografią rzeczywistego świata tłumaczeń roku 2008. Wystarczy tylko rzucić okiem na oferty pracy lub zleceń dla tłumaczy na stronach internetowych.