Czytelnia

Nie podjęto natomiast żadnych badań w celu ustalenia, co się stanie, jeśli tę sprawność rzeczywiście się uzyska, oprócz oczywiście sprawności wzrostu dochodów po jednej stronie i spadku wynagrodzeń po drugiej.

Jeśli CAT i inne tak zwane narzędzia wspomagania komputerowego wpływają na taki wzrost wydajności, to dlaczego tak wielu tłumaczy skarży się na dłuższy czas pracy i mniejsze wynagrodzenia? Coś tu brzydko pachnie.

W Stanach Zjednoczonych zaczyna się teraz olbrzymia recesja gospodarcza, której współtowarzyszy rosnąca inflacja. Każdy z nas odczuwa teraz efekty owej inflacji, jako że ceny podstawowych dóbr i usług idą ostro w górę.

Tymczasem ceny za tłumaczenia spadły, a zarobki tłumaczy pozostają w zasadzie bez zmian. I jeśli zawierzyć narzekaniom, że obecnie tłumacz musi pracować dłużej, aby zarobić tyle co w 2006, 2005 czy 2004 roku, to w efekcie mamy do czynienia ze zmniejszeniem dochodów.

Jeśli najnowsze wskaźniki gospodarcze w przemyśle translatorskim są zgodne z prawdą, to prawdopodobnie przyszła pora na to, żebyśmy zadali sobie pytanie, czy tłumaczenie jest wysiłkiem, dzięki któremu człowiek może - w najlepszym wypadku - dostarczyć domowi wspomagający dochód, i czy jest to branża, która stanowi idealną przystań i środowisko sprzyjające jedynie „gospodyniom domowym" (gotowym na wszystko lub przysłowiowym), oraz w którym większość członków jest całkowicie gotowa, aby pomaszerować do rzeźni.