Czytelnia

Gdyby ceny zleceń utrzymywały się na poziomie tych z lat dziewięćdziesiątych, mielibyśmy powód do radości. Jednakże stawki za zlecenia to w większości przypadków sumy żywcem wyjęte z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Wynagrodzenia edytorów tłumaczeń są równe tym z lat pięćdziesiątych!

Z tygodnia na tydzień nasila się narzekanie tłumaczy - zwłaszcza tych z długim stażem pracy - na stan ekonomiczny rynku tłumaczeń. Szczególnie widoczne jest to w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej.

Najgłośniej użalają się tłumacze w Stanach Zjednoczonych i mają ku temu dobre powody. Statystyki sporządzone przez, rzecz jasna, Amerykański Związek Tłumaczy (American Translators Association - ATA) dowiodły faktu, że średnie zarobki pozaetatowego tłumacza w Stanach w 2007 roku plasowały się na poziomie zarobków urzędnika rządowego średniego szczebla czy też pracowników niższego szczebla zarządu korporacji.

A oto kilka uwag wstępnych, przed omówieniem jedynego materiału związanego ze statystykami wynagrodzeń na rynku pracy tłumaczy w USA.

Sondaże wynagrodzeń sporządzone w ciągu ostatnich 6 lat przez ATA są zdaniem autora niniejszego tekstu jednym z najbardziej wartościowych osiągnięć organizacji.

Statystyki te są prawdopodobnie jednym z niewielu przypadków ingerowania związku w biznes translatorski, jako że twierdzenie iż translacja to biznes jest dla ciała nadzorującego i rządzącego ATA praktycznie nie do przyjęcia.

W końcu na przedstawiciela wolnego zawodu, trudniącego się prawdziwym wolnym zawodem, samo wspomnienie słowa biznes działa jak krucyfiks na Drakulę - ale tego z Hollywood, a nie rumuńskiego arystokratę.

Jednak pewien emerytowany już zarządca ATA powiedział mi nie tak dawno, że „Rada ATA uwielbia sporządzać raporty takie jak sondaż wynagrodzeń, ale nikt z jej członków nie traci czasu na przeczytanie ich, nie mówiąc już o zrozumieniu, co one tak naprawdę oznaczają".

Po takim wstępie przyszedł czas aby zerknąć na rezultaty owego sondażu wynagrodzeń na rok 2007, sporządzonego przez ATA.

Na wstępie ważne jest, aby czytelnik był świadomy faktu, iż respondenci tychże ankiet to wyłącznie członkowie ATA. (Ściślej mówiąc 99.3% udzielających odpowiedzi to członkowie ATA; 0.7% to osoby spoza ATA).

W dodatku nie jest jasne, czy arkusze ankiet zostały wysłane do członków kapituły ATA lub powiązanych organizacji nie należących do ATA. Nie ma również, rzecz jasna, danych na temat tłumaczy nie należących do ATA lub jego kapituły czy też powiązanych organizacji.

Niemniej jednak można śmiało założyć, że dane ukazane w przeprowadzonym przez ATA sondażu wynagrodzeń na rok 2007 są wiernym odzwierciedleniem sytuacji całego przemysłu tłumaczy ustnych i pisemnych w USA.

Należy także wziąć poprawkę na fakt, że w sondażu brano pod uwagę przychody tłumaczy pisemnych oraz ustnych. Jest to niezaprzeczalnie jeden z głównych defektów owej ankiety, ponieważ rezultaty mogą być błędne lub mylące.