Czytelnia

Czy w zglobalizowanym świecie tłumacz może zachęcić odbiorcę docelowego do zagłębiania się w kulturę języka źródłowego, tak jak twierdzi C. Thiveni (2002)? Czy, po prostu, będzie istniał podział na kulturę i języki źródłowe i kulturę i języki docelowe? To istotne pytanie zostanie wyjaśnione za pomocą metody analitycznej, dedukcyjnej i syntetycznej.        

Globalizacja kulturowa a tłumaczenie

Moje pierwsze odczucie na temat globalizacji było takie, że jest to proces narzucany przez jednych (tych, którzy mają władzę) na innych (kraje rozwijające się) bez możliwości wyboru, gdzie mniej uprzywilejowani są podporządkowani niechcianym normom, które nie są dla nich korzystne i gdzie bogaci stają się jeszcze bogatsi. Dziś mam trochę inna opinię na ten temat i lepiej rozumiem to pojęcie.

Moje wcześniejsze zdanie na temat globalizacji odzwierciedla to, co Miasami nazwał „westernizacją", nawet jeśli obecnie ma pewien dystans do definicji tego słowa (Miasami, 2003). Świat szybko się rozwija i dawne kryteria zmieniają się zgodnie z innowacjami technologicznymi. Świat jest zdominowany przez technologię, globalna wioska nie jest już tajemnicą, a globalizacja nie jest już iluzją. To nie fikcja, to fakt, a chodzi o proces.

Lavault-Olléon (2004:9) myśli podobnie, ale tym razem o tłumaczeniu: "Il s'agit d'envisager la traduction en tant que un processus, act de communication,...".  Ludzie na całym świecie akceptują kulturę zglobalizowanej wioski, wartości i normy zachodniej koncepcji kapitalizmu.

Technologia wciąż się rozwija - postęp Internetu, satelity, telewizja kablowa, języki mniej rozwinięte technicznie mają słabsze granice kulturowe i większy wpływ na dzieci, które na całym świecie, mając dostęp tylko do jednej kultury i norm globalnej wioski, będą wyglądały podobnie i myślały w kontekście tej samej kultury.

Zagraniczne filmy, programy telewizyjne i muzyka są obecne w niemal każdym domu na świecie, a młodzi są najbardziej podatni na ich wpływ. Dzięki temu zapominają o swojej rodzimej kulturze na korzyść kultury globalnej. Jest to niebezpieczny trend, który zminimalizuje potrzebę tłumaczenia wśród globalnej społeczności. Pakowane jedzenie i leki są również sprzedawane zgodnie z powszechnymi normami.

David Brooks podawał, że globalizacja tworzy nowe grupy nacisku i zbliża do siebie światowe gospodarki, ale nie rozumiał, że proces ten osłabia, a raczej próbuje zniszczyć kultury i języki i sprowadza nas do jednego, małego miejsca zwanego „glokalną" wioską (David Brooks, 2005). Monshipouri (2005:1) jest bardziej zaniepokojony globalizacją niż Brooks, bo dla niego to jakby stare wino w nowej butelce.

Twierdzi, że muzułmanie, na przykład, sceptycznie odnoszą się do tego, że można znaleźć złoty środek - włączyć się do tego procesu, a jednocześnie zachować tożsamość kulturową i religijną. Twierdzi jednak, że proces globalizacji jest nieodwracalny, tak jak i związane z nim strategie i wpływy.

Oznacza to zatracenie przynajmniej części własnej tożsamości, która jest tak ważna dla tłumaczenia, a której globalizacja chce nas pozbawić. Mohammed Moussalli (2003) ma identyczne zdanie na ten temat.