Czytelnia

A co z ATA?

Alex Gross

tłum. Aneta Daniszewska

Źródło:

 

Niniejszy artykuł, napisany w okresie mojego przewodnictwa w Komitecie Public Relations, ·prezentuje zarys strategii wzrostu ATA1. Od czytelnika zależy, w jakim stopniu te sugestie będą wdrożone.

Zmiana statusu tłumacza
Długofalowa strategia dla ATA

Nasz statut bardzo wyraźnie określa podstawowy cel ATA: „promować uznanie dla zawodu". To wyrażenie stanowi pierwszy faktyczny zapis tego dokumentu dotyczący polityki i strategii. Jednakże tej prosto sformułowanej wytycznej nie udało nam się zrealizować przez ponad 35 lat historii ATA. Jak to możliwe?

Postaram się w możliwie delikatny sposób wytłumaczyć, dlaczego do tej pory nie osiągnięto tego celu. Podejmę również próbę - bardziej rzeczowo i optymistycznie - przedstawienia istotnych działań, które możemy podjąć w najbliższej, dalszej i zupełnie odległej przyszłości, by zrekompensować dawne porażki. W ten sposób mam nadzieję wyjaśnić cele aktywnego i efektywnie działającego ATA.

W ubiegłych raportach Komitetu PR prosiłem już Państwa o pomoc w tworzeniu nowych danych, potrzebnych do usprawnienia procesu tłumaczenia, takich jak: wdrożenie efektywnej krajowej obsługi medialnej dla druku i mediów elektronicznych, stworzenie bazy-forum, w której tłumacze ustni i pisemni mogą, i rzeczywiście usprawniają wiele sfer życia oraz zebranie Państwa refleksji i sugestii odnośnie procesu tłumaczenia.

Powziąłem również wstępne kroki, dzięki którym będziemy mogli przeprowadzać mobilne prezentacje na temat tłumaczeń. Projektuję również wydarzenie medialne promujące tłumaczy pisemnych i ustnych. Jednak to wszystko to dopiero początki - możliwe, że owoce naszych starań będą widoczne dopiero po kilku latach, a ich wpływ na inne problematyczne dziedziny zawodu będzie znikomy.

Wymieniłem już elementy, które, jak sądzę, leżą u podstaw współczesnego mylnego pojęcia o tłumaczach. Błędny jest pogląd, że nasza praca w swej istocie jest prosta - syndrom: „tylko wklepać to po hiszpańsku", „po prostu powiedzieć to po angielsku".

Wedle tego rozumowania tłumacze nie robią nic naprawdę ambitnego ani ważnego - są zwykłymi trutniami, w razie potrzeby wzywanymi do wprowadzenia automatycznych poprawek.

Bardziej doświadczeni spośród nas świadomi są faktu, że ogrom pracy stanowi znacznie większe wyzwanie, że zleca się nam transformację nie tylko słów, lecz także szerszych pojęć i zwyczajów, czasem nawet dotyczących społecznych i kulturowych rocznic.