Czytelnia

Możliwe, że te starania pomogą nam zrozumieć jeden z najbardziej zdumiewających problemów dotyczących tłumaczenia.

Nawet teraz nikt nie ma pojęcia, jaka jest realna wielkość rynku tłumaczeń i jak funkcjonuje on w rzeczywistości biznesowej i ekonomicznej. O ile wiem, jest to jedyna profesja borykająca się z tym problemem.

W 1989 roku „New York Times" oszacował, że wielkość tego rynku mieści się w przedziale od dziesięciu do dwudziestu miliardów dolarów rocznie.

W 1991 roku, na łamach „Chronicle" w dziale „Tłumaczenie komputerowe", usiłowałem zwrócić uwagę na ten rażący brak informacji, co jednak ówczesny redaktor poddał cenzurze. Lee Wright podjął później temat w znakomitym artykule z 1992 roku.

Mówił wówczas:

„Nie uda nam się przekonać młodych ludzi, by poświęcili co najmniej dwa lata na programy szkolenia tłumaczy oraz nieustannie podnosili swoje kompetencje, jeżeli nie będziemy w stanie powiedzieć im, co z tego wszystkiego będą mieli."

Zarówno korporacje, jak i biura tłumaczeń niechętnie odnoszą się do kwestii ujawnienia pomocnych nam szczegółów biznesowych. Natomiast Lee zaproponował dwuaspektowe rozwiązanie: uniwersyteckie wydziały tłumaczeń jako badacze i wsparcie finansowe od ATA.

Jedynym drażliwym aspektem tego problemu jest pytanie, ile „ukrytej" pracy tłumaczeniowej może być wykonywane przez „dwujęzyczne sekretarki" lub „dwujęzycznych asystentów dyrektora", a odpowiedź na nie prawdopodobnie będzie wymagać nowych szacunków statystycznych.

Może uzyskalibyśmy dostęp do przydatnych informacji, gdyby ATA miała nawiązać bliższą współpracę z zaangażowaną w eksport Fortune 500 Company.

Kolejny problem dotyczy spółek, które na etapie zakładania zagranicznego oddziału masowo najmują tłumaczy lub osoby dwujęzyczne, by następnie, kiedy natywni pracownicy zdobędą już wystarczającą wiedzę, większość z nich zwolnić.

Analogicznie do przypadku „deprecjacji" mechanizmów komputerowych i „wzrostu cen" nieruchomości, można by prawdopodobnie dołożyć dowolny procent z rocznych przychodów brutto filii zagranicznej do sumy, jaka byłaby wypłacana tłumaczom, gdyby ci pozostali na stanowiskach.

Można by też wypracować arbitralną, lecz wielce kontrowersyjną wartość opisującą pracę tłumaczeniową wykonaną przez dwujęzyczne sekretarki i asystentów.

Księgowi będą z pewnością patrzeć ze zdziwieniem na tak udziwnione rachunki, jednak te dane szacunkowe mogą pomóc nam dokładniej wycenić pracę tłumaczeniową w pojedynczej firmie, co później byłoby podstawą oszacowania podobnych kosztów w odnośnej branży dla innych firm.

Na tej podstawie - z odrobiną pomocy członków naszego biura - moglibyśmy wyznaczyć przybliżoną i zasadną wartość rynku tłumaczeń jako całości.

Oczywiście należy również określić, czy rynek rośnie, czy się kurczy i w jaki sposób rozpoznawać te tendencje.