Czytelnia

Pierwszym warunkiem jest czas -  ATA ma prawo rozwinąć się w określonym kierunku bez zakłóceń w ciągu pięciu do dziesięciu lat.

Drugi warunek dotyczy naszej silnej woli - czy jesteśmy dostatecznie mądrzy i silni, by przeprowadzić taką ewolucję bez uciekania się do atawizmów?

Jeśli tak, to właściwy proces transformacji opinii publicznej o zawodzie tłumacza -  a tym samym wzrost godności i centralizacja naszej profesji - sprowadza się do serii trików, skutecznych dzięki profesjonalnemu PR-owi. Jeśli natomiast ulegniemy naszym dawnym atawizmom, zaprzepaścimy cały ten proces.

Pytanie o kurs działania to pytanie jak dotrzeć do celu. Jak już wspomnieliśmy, nic nie da się zmienić od zaraz - plus tej sytuacji polega na tym, że wszyscy nasi członkowie będą się cieszyć okresem chwały. Wówczas, kiedy proces będzie się rozwijał, oni będą mogli zmienić postrzeganie samych siebie.

Należy również zauważyć, że nie jest to niestety dobry czas na inicjację takich zmian, chociaż nie mamy wyboru i musimy je rozpocząć teraz.

Wielka szkoda, że liderzy ATA nie byli wystarczająco przygotowani w latach 1970-71, kiedy nasze stowarzyszenie miało już jedenaście lat.

Fundacja Sztuki i Nauk Humanistycznych cieszyła się wówczas bezprecedensowym dopływem gotówki, ogólnie obowiązywała wtedy bardziej liberalna polityka finansowania, dzięki czemu można było poczynić znaczny postęp.

Mówię to celowo, gdyż w tamtym czasie byłem w stanie pozyskać fundusze dla dużo mniejszej grupy, posługując się znacznie słabszą argumentacją od tej, którą ATA prezentuje obecnie.

Jeżeli ATA podjęłoby kroki w tym kierunku w 1975 lub nawet 1980 roku, mogłoby spotkać się z miłym przyjęciem. Warunki uległy znacznemu pogorszeniu do 1985 i 1990 roku, ale dzięki dyscyplinie i wytrwałości nawet w 1995 roku mogło nie być za późno.

Powszechnie wiadomo, że niektóre fundacje zaakceptują łaskawie propozycję grupy dopiero po tym, jak wcześniej, przez co najmniej 3 lata z rzędu będą ją odrzucać.

Tego rodzaju dofinansowanie pomogłoby ATA rozpocząć projekty, które obecnie przekraczają budżet stowarzyszenia. Członkowie powinni być na bieżąco informowani o tym procederze.

Przydatne przy tym byłoby zaproszenie przedstawiciela większej fundacji, głównego przedstawiciela ds. funduszy spółki i lidera rządowego do wygłoszenia mowy na sesji plenarnej podczas zbliżającej się Konferencji ATA o polityce finansowej, może już w 1995 roku.

Sądzę, że takie zaproszenie sprawiłoby, że te i inne instytucje zaczęłyby bardziej liczyć się z naszą organizacją.

Oczywiście taki rodzaj działań wywoła określone zmiany w ATA, zarówno w jego strukturze, jak i w Statucie. Aby ubiegać się o dofinansowanie, prawdopodobnie musielibyśmy ustanowić Radę Konsultantów obok naszego Zarządu.

Pożądanymi kandydatami na nowe stanowiska winni być przedstawiciele świata kultury, mediów i handlu. Muszą dysponować także odpowiednią wiedzą o tłumaczeniu i otrzymywać jasno określone zadania, aby czuli się faktycznie potrzebni.