Czytelnia

Panuje powszechna opinia o zamienności jakichkolwiek dwóch języków wraz z najdrobniejszymi ich szczegółami. My, tłumacze, wiemy lepiej, że nawet dwa języki o wspólnej etymologii i pozornie pokrewnej strukturze, np. angielski i francuski lub angielski i niemiecki, mogą różnić się diametralnie w sposobie wyrazu złożonych lub nawet prostych idei.

Natomiast każdy zawód ma skłonność do egocentryzmu - jak więc wyrazić nasze racje, a jednocześnie uniknąć zarzutu hiperbolizacji?

Nie tylko my borykamy się z takim problemem. Podczas ostatniej konferencji redaktorzy techniczni, którzy przypuszczalnie plasują się wyżej w hierarchii niż tłumacze, wyrazili swój gniew wobec podległości inżynierom w swoich firmach.

Owi inżynierowie często monopolizują wiedzę lub odmawiają wyjaśnienia informacji w prosty sposób tak, by redaktorzy mogli przekazać swoją wiedzę osobom zmuszonym do czytania instrukcji obsługi.

W zabawnym skeczu redaktorzy opisali inżynierów jako „kogoś, kto wie absolutnie wszystko o redagowaniu, bo, jakby nie było, zna 26 liter alfabetu".

Tłumacze ustni i pisemni mogą z łatwością podać podobne powody do skarg na swoich klientów lub biura tłumaczeń.

Ale jak można przeciwstawić się tak powszechnym opiniom? Jak można dotrzeć do społeczeństwa i efektywnie zmienić poglądy ludzi tak, by podobne pytania nie powracały?

Takie zadanie byłoby w istocie niewykonalne, na szczęście jednak nas ono nie dotyczy. Zasadniczym celem public relations jest koncentracja na dwóch istotnych obszarach: po pierwsze druk i media elektroniczne, po drugie główni opiniotwórcy i osoby decyzyjne, co w naszej branży oznacza liderów w finansach, interesach i rządzie.

Zadanie to jest również niezwykle ambitne, lecz także bardziej mierzalne. Można je wykonywać stopniowo i w sposób uporządkowany, ale rozpoczęte musi być konsekwentnie realizowane.

Koncentrując się na tych dwóch wpływowych sektorach, możemy wywołać powolną zmianę rangi zawodu tłumacza w opinii publicznej w ciągu dziesięciu lub dwudziestu lat.

W odniesieniu do kształtowania opinii publicznej są to przewidywania konserwatywne i rozsądne.

Zanim jednak będziemy kontynuować nasze zadanie, musimy odpowiedzieć sobie na kilka zasadniczych pytań.

Czy naprawdę sądzimy, że powinno się podnieść status tłumacza w opinii publicznej? Czy w istocie uważamy, że jako tłumacze mamy swój wielki wkład w świat handlu, dialogu, kultury i pokoju?

Te pytania sprowadzają się do zasadniczej kwestii: czy rzeczywiście mamy przekonująco wysokie mniemanie o sobie jako profesjonalistach? Czy może część z nas w głębi duszy widzi siebie jako zależnych i bezbronnych w pułapce niskiej samooceny, a tym samym niezdolnych do zmiany poglądu innych o nas?