kategoria: przekład pisemny
|
|
kategoria: tłumaczenia pisemne
|
|
kategoria: przekłady pisemne
|
|
|
Myślę, że UE ma niemały problem, by znaleźć tłumaczy fińskiego. Prawie wszyscy tłumacze UE z fińskiego na inne języki to Finowie, którzy tłumaczą na swój drugi, trzeci czy czwarty język. Ta sytuacja nie jest idealna, ale stanowczo nie zgadzam się z opinią, że takie tłumaczenia są dobre. Uważam, że są bardzo dobre, profesjonalne i zawsze pracujemy w parach, żeby mieć natywnego edytora. Korzystam z usług dwóch czy trzech redaktorów, w zależności od tego, czy tłumaczę na rynek brytyjski, północnoamerykański czy europejski. To rzeczywistość, w której funkcjonuje tutaj wielu tłumaczy i nie stać ich, żeby myśleć w ten sposób.
Chris Durban: Ale ciekawe jest, że organizujecie się w dwuosobowe zepoły, z rodzimym użytkownikiem języka jako redaktorem. Finlandia, wraz z wejściem na europejski rynek, stworzyła wielki popyt i nic dziwego, że nie ma wystarczająco dużo dobrych tłumaczy. Ale nie powinno być to niespodzianką. Każdy, kto czyta gazety, wiedział, że Finlandia wstepuje do UE, więc uniwersytety mogły rozpocząć szkolenie studentów, aby zapełnić niszę na rynku. Czy zrobili to? (Czy obecnie to robią? To trudna kwestia; Nie mam pojęcia.) Dziś mamy cały łańcuszek krajów Europy Środkowej przygotowujących się do wstąpienia do Unii Europejskiej w nieodległej przyszłości; czy uniwersytety organizują kursy, aby wyszkolić odpowiednio wykształconych tłumaczy, przekładających dokumenty legislacyjne? Przepraszam za to wtrącenie. Ale rozwiązanie, o którym Pani wspomniała - czyli praca w parach - usprawnia działanie i tworzy siatkę zabezpieczajacą. To bez wątpienia dobra droga. Tiina Kinnunen: Ja też tak uważam. Chciałabym wypowiedzieć się na temat szkolenia i praktyk w Finlandii. Ktoś wpomniał tutaj, że powinniśmy zachęcać ludzi do wstępowania do stowarzyszeń zawodowych. Z doświadczenia wiem, że to często czynni tłumacze są niechętni studentom wchodzącym na rynek pracy. Podczas jednej sesji tej konferencji ktoś skomentował pogardliwie „oni zatrudniają studentów, żeby za nich pracowali”. Myślę, że nia ma w tym nic złego, dopóki studenci są pouczani, ich prace sprawdzane, i otrzymują informacje zwrotne. To jedyny sposób, w jaki wyobrażamy sobie zarabianie pieniędzy, kiedy kończymy uniwersytet - w Finlandii tytuł magistra uzyskuje się po 6 lub 7 latach studiów. Jeśli więc studiuje się 6 czy 7 lat, absolwent ma 27 lub 28 lat i zacznie w tym wieku nabywać doświadczenie, nie zarobi nic do 45. roku życia. Uważam, że powinniśmy zastanowić się i przestać traktować studentów jak wrogów, ale jako przyszłych sprzymierzeńców. Ros Schwartz: Nie mogę powstrzymać się od opowiedzenia jednej anegdoty: Przyjąłem raz praktykantkę „żółtodzioba” do pracy ze mną. Po dwóch tygodniach doszła do wniosku, że tak naprawdę nie chce być tłumaczem. To za trudne. Znalazła sobie „prawdziwą pracę”: została wydawcą magazynu o sztuce i przez wiele lat była jednym z moich największych klientów. Więc czasem przyjęcie stażysty przynosi ogromne korzyści. Chris Durban: Trochę przeciągnęliśmy, więc na tym etapie zakończymy dyskusję. Korzystając z okazji chciałem podziękować zarówno uczestnikom panelu, jak i publiczności, za energię, elokwencję i pomoc w uczynieniu tej dyskusji stymulujacą dla każdego.
--------- [1] Developing the Talents and Abilities of Linguistically Gifted Bilingual Students: Guidelines for Developing Curriculum at the High School Level. The National Research Center on the Gifted and Talented, March 2002.
|